Skraj lasu

Go down

Skraj lasu

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lis 28 2010, 18:41

Każdy chyba wie, jak skraj lasu wygląda, nawet tego Zakazanego. Masa krzaków, kilka większych kamieni, na których można usiąść i drzewa... Ot, taki sobie widok, w zasadzie nic specjalnego. W miejsce to przychodzi naprawdę mało osób, a jeśli już ktoś się zdecyduje, to jednak zostaje tutaj dłużej, niż się spodziewał. Na skraju Zakazanego Lasu kompletnie traci się poczucie czasu.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 619
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Sob Gru 04 2010, 13:47

- To do zobaczenia, trzymaj się - Lily pożegnała się ze znajomą. Wracały akurat ze szkolnego boiska. No tak, dziewczyna była w reprezentacji domu, musiała ćwiczyć. A że kapitan był no... zajęty, to ona sama chciała porzucać gole, a że z Potter to taka dobra osoba, postanowiła jej potowarzyszyć. W czarnej torbie przepasanej przez ramię, trzymała oczywiście książkę z zaklęć. Musiała się czegoś tam nauczyć, a że znając ją - później nie będzie miała kiedy, albo najzwyczajniej w świecie nie będzie jej się chciało. I tak mijał czas. Nie wiem ile tam była. Około godziny? Półtorej? Dwóch? Możliwe. Ważąc na to, że była zima, to szybko się robiło ciemno. Chcąc nie chcąc musiały się już zbierać. Poczekała na swoją towarzyszkę, chowając drobne dłonie do kieszeni płaszcza. Z nudów kopała butem z śniegu. Kilka razy zdążyła ziewnąć. O Godryku, ile można się zbierać? Pomyślała w myślach, a i wyrwało się jej ciche westchnienie. Normalne było że Lilka szybko zacznie się nudzić. Należała do osób wyjątkowo żywiołowych, nienawidziła monotonności. Zawsze starała się, ażeby każdy dzień był wyjątkowy, inny od poprzedniego. I tak było tym razem. Dlaczego? Odwracając głowę w kierunku Zakazanego Lasu, ujrzała... no właśnie, co zobaczyła? Jakiś cień mignął jej przed oczami. Zmarszczyła swoje jasne brwi, przekrzywiając lekko głowę. Pewnie jej się tylko zdawało, no ale jednak... Iść czy nie iść? Oto jest pytanie. Chwilę się tak zastanawiała, co zrobić, kiedy z szatni wyszła Garbielle.
Chciała zaciągnąć rudą do zamku, ale nie, ona nie miała zamiatu tam wracać, skoro trafiała się niepowtarzalna okazja zobaczenia... czegoś.
Jak już wcześniej wspomniałam, Potter pożegnała się, idąc wolnym krokiem przed siebie.
Jak jej zmarły dziadek, wyznawała zasadę że bez ryzyka nie ma zabawy, o. i co z tego, że wchodzenie tam było surowo karane? A tym bardziej dla uczennicy IV roku? I guzik ją to teraz obchodziło. To miejsce od zawsze wzbudzało jej ciekawość. I była tam już kilka razy, ale nigdy, kiedy było ciemno. Na dodatek zaczął padać śnieg. Wchodząc coraz głębiej i głębiej, traciła widoczność. Dobrze że chociaż miała przy sobie różdżkę, bo uwierzcie, często ją zapominała. Wyciągnęła przed siebie mrucząc do siebie zaklęcie Lumos.
Nie zważając na adrenalinę, którą coraz bardziej zaczęła odczuwać, zagłębiała się w bardziej w ciemną gęstwinę.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Sob Gru 04 2010, 22:24

Rudzielec ostatnimi czasy, ledwo wyrabiał. Wynikało to z tego, że.. 1. Miała dużo nauki, 2. Miała dużo nauki, 3. Miała dużo nauki. A naprawdę zależało jej na jako takich wynikach. W końcu obiecała sobie, że udowodni wszystkim w rodzinie, że można dojść do czegoś korzystając tylko z własnego rozumu. Bowiem Flintowie, wyznawali zasadę, że do wszystko można osiągnąć za pomocą dobrego nazwiska i licznych zer na koncie. A Bianca, jak to taka typowa czarna owieczka, postanowiła coś zmienić. Chociaż może nie do końca była taka strasznie stracona, skoro bądź co bądź, do Slytherinu trafiła. Ale nie ma co ukrywać, że kapelutek miał co do tego pewne wątpliwości... Toczył ze sobą bój, próbując wybrać między Krukonami, a Gryfonami. Miej ją w swej opiece Salazarze, gdyby trafiła do czerwonych! Na szczęście dzięki usilnym błaganiom dziewczyny, Tiara wykrzyknęła w końcu Dom Węża, satysfakcjonując tym samym i Wiewiórkę, i jej rodzinę. Tak więc można rzec, że wszyscy już w tego jednego powodu, byli bardzo szczęśliwy. I wystarczyło im to, aby na inne wybryki swojej córki, które wykraczały poza rodzinne normy, patrzeć z przymrużeniem oka. Dobrze dla nich i dla rudzielca również. Każde z nich mogło spokojnie wieść swoje życie bez denerwowania tego drugiego.
Kolejną rzeczą różniącą ją od reszty krewniaków, było to, że nie patrzyła ani na status społeczny, ani na czystość krwi, lub też dom. Dobierała sobie znajomych tak, jak jej to pasowało. Wszystko zależało od podobieństw charakteru i tyle. Chociaż fakt faktem.. z wrednej zołzy miała w sobie dużo. Nawet bardzo dużo. Ale na to już nic poradzić nie może, w końcu miała w sobie jakieś tam rodzinne geny. Wszystkiego nie da się ot tak wyplewić i już. Tyle to nawet ona wiedziała. Aktualnie dopadły do jej uszu tragiczne wieści. Mianowicie dowiedziała się, (Jak zwykle od osób trzecich) że Rose związała się z Malfoyem. Dla innych była to może sensacja, ale ona zbyt długo znała panne Weasley i coś jej tu śmierdziało. Szukała jej więc po całej szkole, jednak z marnym skutkiem. Z czystej nudy, postanowiła iść się przejść. A nóż widelec spotka kogoś znajomego. Kroki zaprowadziły ją do skraju zakazanego lasu, który dla niej wcale taki 'zakazany' nie był. Pokręciła z rozbawieniem głową i zakradła się do niego na palcach.
- Buu! - krzyknęła bardzo głośno, stając za Lily. Gdy była na błoniach, dostrzegła jak tu wchodzi i postanowiła do niej dołączyć. W końcu nie od dziś wiadomo, że w towarzystwie lepiej się spaceruje. Na jej twarzy pojawił się szerokim, nieco ironiczny uśmieszek, a ona sama wyprostowała się, zupełnie tak, jakby była z siebie bardzo dumna.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Sob Gru 04 2010, 23:13

Lily też miała dużo nauki. I właśnie teraz powinna siedzieć sobie przy jednym z wielu stolików w Pokoju Wspólnym, na których byłaby rozłożona stara księga z Historii Magi plus jeden długi pergamin, na którym opisywała jakąś tam bitwę. Ale nie, to nie byłaby Potter. Cóż, prawdę mówiąc z niej cholernie leniwe stworzenie. Geny? No tak, przecież jej ojciec też nie był skory do nauki. Wszystkie zadania domowe zostawiał sobie na noc, a kiedy rano wstawał, nieustannie towarzyszyły mu ciemne sińce pod oczami. Takie skutki niewyspania, o. A młoda miała podobnie. Popołudnia miała masę innych jakże ważnych rzeczy do zrobienia. Bo przecież jedzenie, plotki z koleżankami z dormitorium były o wiele ważniejsze. No jasne że tak! No ale to nie ważne. A w przypadku rudej, akurat Tiara Przydziału nie miała żadnego problemu. Sama dziewczyna doskonale pamiętała ten dzień. Dużo niższa niż jest teraz, z bardzo długimi sięgającymi niemal pasa, kręconymi płomiennorudymi włosami, stała w grupce pierwszoroczniaków. Swoimi zielonymi, przenikliwymi oczami bacznie obserwowała rówieśników którzy w krótkich odstępach czasu siadali na starym, niewielkim taboreciku.
"Lily Luna Potter" - skrzekliwy, oschły głos McCgonagall pamięta do teraz. Nogi miała jak z waty. W tamtych czasach była jeszcze cichą, nieśmiałą, wiecznie naburmuszoną dziewczynką. Zmieniła się. I to diametralnie. Te jej wcześniejsze cechy, zastąpiła teraźniejsza pewność siebie, wrodzony optymizm i adhd. Cóż one nie są typowe dla któregoś Pottera, no chyba że Jamesa seniora. Albo wujka Geogra. Cóż, Lily była skupieniem różnych sprzeczności. Ale czy to źle? Może właśnie za to ludzie ją lubili? Mimo tego że do innych osób bardzo szybko się przyzwyczajała, to zostawiała za sobą nutkę tajemniczości. Niektórzy mogli uważać ją za osobę nieodpowiedzialną i łatwowierną. Ale jej to nie przeszkadzało. Od zawsze była indywidualistką. Liczyło się tylko jej zdanie.
Ona sama może nie patrzyła na czystość krwi, ale na dom... i owszem. Kolejny dowód na to, że geny jednak dają swoje. Rzecz jasna dogadanie się z niektórymi przedstawicielami domu Węża w jej przypadku było możliwe. Powiem nawet, że z paroma osobnikami się... przyjaźniła, o. I wcale nie po kryjomu! Bianca i Rose były jednymi z dziewczyn, cholernie bliskich jej sercu. Kochała je jak własne siostry. Ale inni... dajmy na to Malfoy. Jak... jak to możliwe że związał się z panną Weasley? Czy to w ogóle prawda? Albus nadal wmawia jej, że Lilka znów coś sobie wymyśliła. A uwierzcie mi, ma do tego talent. Nie żeby przypadkiem była jakaś chora umysłowo, czy coś. No w każdym razie nie w tym sensie.
Cóż, Rose musiała się w każdym bądź razie młodej Potter spowiedzieć. Nie ma bata, ruda nigdy nie odpuszcza. Do celu dąży chociażby po trupach. I koniec.
Co prawda cechowała ją wielka odwaga, no w końcu trafiła do Gryffindoru, ale zważając na tutejsze okoliczności... Ciemność. W końcu była zima. Zakazany Las. Może i początek, skraj, no ale jednak. I głos. Z początku nie skojarzyła do kogo należy.
- Odbiło ci? Nie masz co robić?! - wrzasnęła dość głośno, a brązowa różdżka wypadła jej z ręki. Przeklnęła pod nosem, odwracając się w kierunku owej osoby. Jak się później okazało, była to tylko panna Flint. Lily odetchnęła z widoczną ulgą, łapiąc się za serce.
- Bianca... - wyszeptała cicho, kręcąc głową. - Wybacz za ten najazd, ale jakby to powiedzieć... spodziewałam się czegoś innego - mimowolnie kąciki jej malinowych ust
uniosły się delikatnie w górę, tworząc coś na miarę półuśmiechu.
- Dałabym głowę że coś tam jest - głową pokazała na ciemną gęstwinę, kucając żeby znaleźć swoją jakże najdroższą rzecz.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 08:09

Generalnie jakby nie patrzeć Bianca nie jest typową Ślizgonka, a przynajmniej dość mocno odróżnia się od wszystkich panien będących aktualnie jej współdomowniczkami. Pomijając już sam fakt, że nie jest powalająco śliczna jak WSZYSTKIE koleżanki bez najmniejszych wyjątków, to wiele tych charakterystycznych dla Domu Węża cech nie znajdziemy. Nie ma przerośniętego ponad miarę ego ( bo jej poczucie własne wartości to co innego, na dodatek już wyjaśnionego), nie jest rozpuszczona jak dziadowski bicz czy broda, i choć oczywiście lubi ładne, ekskluzywne przedmioty to nie do przesady. Jeśli chodzi o tolerancje, to ma jej aż w nadmiarze dla wszystkich, których nie klasyfikuje jako kretynów ( co bardzo owo grono zawęża, ale to inna sprawa), jest z niej dumna i obnosi się z nią niczym królowa z gronostajowym płaszczem. Nie uważa się za nad ambitną – bo fakt jej wybitnej inteligencji został wielokrotnie potwierdzony, a ona sama musi jedynie dbać by co poniektórych wątpiących w tym przekonaniu utwierdzić, nie inaczej. A jeśli się obrusza na słowa krytyki, to tylko jeżeli jest niezgodna z jej mniemaniem, bo przecież potrafi się przyznać do własnych wad i błędów. Choć do ustanowionego celu dąży nieugięcie i wszelkimi możliwymi drogami, to nigdy po trupach – wbrew pozorom troszczy się, by w związku z jej poczynaniami nie ucierpiał nikt postronny ( z oczywistym wyjątkiem półgłówków, ale ci praktycznie nie klasyfikują się do kategorii „ludzie”, więc nie trzeba brać ich pod uwagę). Jest złośliwa, owszem, w końcu jak to powiedział ktoś mądry „złośliwość jest oznaką inteligencji”, ale nigdy przesadnie. I, pomimo tego wszystkiego, czego się tu naczytaliście, jest na prawdę sympatyczna, stara się każdemu dać szansę i nie rezygnuje z jakiejkolwiek znajomości ( bo wie, jak potrafią być przydatne, ale tego głośno nie powie).
Jesli chodzi o upodobania, to cięzko o nich mówić w przypadku Biancii, głównie z tej przyczyny że dziewczę, nie akceptując półśrodków oddaje się tylko i wyłącznie skrajnie silnym emocjom. I w ten sposób miewa całkiem sporo obsesji na punkcie kogoś lub czegoś, które choć długo zazwyczaj nie trwają, są wybitnie intensywne. To samo dzieje się w druga stronę - ona nie umie "nie lubić", ona nienawidzi. Mimo iż z reguły powinna nienawidzić czerwonego, tak samo jak i osób z Gryffindoru, to jest nieco inaczej. Osobiście uważa, że akurat tam żyje więcej przedstawicieli płci brzydkiej, którzy mogliby się do czegoś nadawać, niż w Slytherinie. Zastanawiając się nad tymi kwestiami, pokręciła z dezaprobatą głową i westchnęła cicho. Akurat w tej samej chwili, gdy odwróciła się do niej przestraszona Lily. Odruchowo na jej twarz wpełzł szeroki uśmiech. Wyciągnęła w kieszeni swoja różdżkę i również powiedziała: Lumos.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. - odparła jak najbardziej serio, po czym oparła się o pień pobliskiego drzewa. Bądź co bądź ciekawiło ją co młoda panna Potter robi w zakazanym lesie. A z racji, że już jako małe dziecko była osobą nad wyraz ciekawską, którą zwykle interesowały takie rzeczy, które nie powinny, to takie pytanie nie sprawiło jej problemu:
- Tak właściwie, to po co tu przesiadujesz? - spytała w którymś momencie, przyglądając się uważnie dziewczynie. Ich rodzina lubiła chyba takie 'sporty ekstremalne' bo wiele razy łapała na podobnych rzeczach Rose, lub inne osoby jakoś z nimi spokrewnione.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 11:12

No nie powiedziałabym, ażeby wszystkie przedstawicielki domu Węża były olśniewająco pięknie. Bowiem Lily znała i takie... no właśnie. Nie żebym przypadkiem sugerowała, że Potter jest nie wiadomo jaka piękna. Bez przesady. Ona sama nie uważała się za jakąś bosko cudowną piękność. Była jaka była, nie zamierzała tego zmieniać. Sama spędzała w łazience tyle czasu, ile było to konieczne do spełnienia podstawowych potrzeb. Swoją nadzwyczaj bladą, prawie porcelanową twarz podkreślała delikatnym makijażem. Nie lubiła się stroić, to byłoby nie w jej stylu. Miała swoje zasady i swój własny świat, i tego się trzymała.
A czy nadawała się do Gryffindoru? To stwierdzenie nie podlegało żadnych wątpliwości. Tiara nie miała żadnego problemu, żeby ją przydzielić. Pucholand... nie, raczej nie. Chociaż zaraz, parę cech jak najbardziej się zgadzało. Ruda ponad wszystko stawiała sobie przyjaźń. I rodzinkę, chociaż tą akurat miała cholernie liczną. Z niektórymi kontakt miała bardzo duży, z niektórymi trochę mniejszy. Nie zmienia to faktu, że wszystkich bez wyjątku kochała. A najbliższy z nich wszystkich był jej Albus. To on stanowił dla niej wzór do naśladowania. Właśnie tak, on, a nie na przykład ojciec. To ten co pokonał Lorda Voldemorta, zgadza się! Ale czy to nie denerwujące? Cały czas ktoś cię do niego porównuje. Mówi, jaki był idealny, praktycznie nie posiadał wad. A to nie prawda! W każdym bądź razie, za osobami najbliższymi jej sercu, wskoczyłaby w ogień. Zawsze jest do ich dyspozycji, i nieważne czy to dzień czy noc. To przeszkadzał jej fakt, że koleżanki potrafiły obudzić ją o 1 w nocy, mówiąc że mają cholerny problem. To nic.
Ravenclav? Zdecydowanie nie. Jak wiadomo, ponad wszystko stawiali sobie naukę, z Lily w tej kwestii... no właśnie. Była leniwa, powiem że nawet bardzo. Niektóre rzeczy przyswajała sobie bardzo szybko, niektóre... dajmy na to Zaklęcia czy Obrona Przed Czarną Magią. Co do tego drugiego przedmiotu, to chyba jakieś geny. Nie tylko ruda bardzo się tym interesowała, ale także świetnie jej na tym szło. Ach, ta wrodzona skromność! Ale na przykład zielarstwo... koszmar, koszmar i jeszcze raz to samo. Mimo tego że uczył go Neville, tak, dokładnie TEN Longbottom to... a nieważne.
Slytherin? Nie, zdecydowanie nie. Chociaż i tak niektórzy odbiegali od reguły, że Ślizgoni muszą być podłymi, bezczelnymi, aroganckimi... *po około 3 minutach* zarozumiałymi świniami. Z niektórymi dało się nawet.. przyjaźnić, o. Mimo iż powinna ich nienawidzić.
- Jasne, mogłam się domyślić że zaraz ktoś wyskoczy zza rogu - westchnęła głęboko, nadal kucając i szukając w białym śniegu swojej różdźki. Nawet światło od Bianci nie pomogło.
- Niech to szlag - warknęła do siebie, wywracając oczami.
- Po co... szczerze? Sama nie wiem. Od zawsze fascynowało mnie to miejsce, szczególnie późnym wieczorem - uśmiechnęła się sama do siebie, wreszcie znajdując to, czego chciała.
- MAM! - ryknęła trochę głośniej niż zamierzała.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 12:46

Fakt, czasem zdarzają się w Domu Węża takie osoby, które samą swoją obecnością potrafią zniechęcić Cię do dalszego życia. Tak, Bianca znała takich ludzi. Idziesz spokojnie korytarzem, pochłonięty własnymi, zapewne bardzo ważnymi sprawami i nagle słyszysz ten głos – pozornie spokojny, słodki i nienachlany jednakże za razem stanowczy i nieznoszący sprzeciwu, a dopiero potem twoim oczom ukazuje się wredna zołza, której osobowość nie pozwala pozostać niezauważoną. Ułożona, uśmiechnięta, uprzejma… a ty i tak wiesz, że to jedynie maska fałszu, pod którą skrywa się jej prawdziwe oblicze: arogantki, egoistki oraz bezkonkurencyjnej liderki. Nie da się ukryć, że ruda po mimo swojego zamiłowania do Slytherinu, takie wywłoki najchętniej by udusiła. Na samo wspomnienie o tym, odruchowo się wzdrygnęła i przeklęła cicho pod nosem. Nie dało się wymazać z pamięci tych pierwszych lat w tej szkole, kiedy to właśnie panoszyła się tu jedna taka.. tleniona blondyna. No, ale złe wspomnienia powinno się wymazywać z pamięci, a panna Flint była na dobrej drodze, by to osiągnąć. W niej samej było trochę z takiej wiedźmy, ale nie aż tyle. Nigdy nie myślała o tym, by prześladować jakieś biednych, nieogarniętych Gryfonów, albo znęcać się nad Krukonami. Czy coś w tym stylu. Starała się w każdym jako tako przyjaźnić, bo wiadomo - każde znajomości mogą się potem w życiu do czegoś przydać.
Kiedy tak stała przy Lilce i jak najbardziej starała się użyczyć jej pomocą w odnalezieniu różdżki, przypomniała sobie ile ma zadań na.. jutro? Tak, chyba tak. Najczęściej rozprasza ją zbyt wiele rzeczy dziejących się dookoła by mogła skupić się na nauce, chociaż zawsze ma idealne oceny. Może jest po prostu inteligentna, albo tak sprytna, że umie znaleźć wyjście z nieprzyjemnej sytuacji. Nauka najzwyczajniej w świecie ją nudzi. Siłą nie zagonisz jej do podręczników, ale przeczyta coś przed lekcją i potem jakoś zalicza test. Można więc spokojnie rzec, że w życiu sobie radzi i to wcale nie najgorzej.. W momencie gdy wiatr nieco mocniej powiał, naciągnęła czapkę na uszy, a na ręce sprawnie założyła rękawiczki. Nie lubiła zimy, bo nie lubiła chodzić ubrana na tzw. cebule. Chyba nikt z nas nie przepada za nakładaniem na siebie kilku warstw, skoro potem tak czy siak jest zimno. W tej chwili Bianca marzyła tylko o tym, by znowu zjawić się w szkole i zająć miejsce przy kominku. Można by do tego dodać jeszcze.. kubek gorącej czekolady i pudełko Ptasiego Mleczka, ale już nie bądźmy tacy wybredni! Zadowoli ją ten ciepły napój.
- No, to możesz uznać, że już je zaliczyłaś. - rzuciła ze śmiechem, pocierając dłonie o siebie. Naprawdę, nie potrafiła zrozumieć niektórych ludzi, ale zaczynała się do tego przyzwyczajać. Jej umysł najzwyczajniej w świecie, kilku rzeczy nie ogarniał.
- Tak, brawo! - krzyknęła z nieukrywanym zachwytem, gdy Potter odnalazła wreszcie różdżkę. Czując, że misja jest już wykonana, bez słowa złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła ją w stronę zamku. Nie zostawi jej tu na pastwę losu, bo nie chce mieć jej potem na sumieniu, gdyby coś się stało.

zt.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach