Gillian Auda Northman

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gillian Auda Northman

Pisanie by Gillian Northman on Sob Gru 11 2010, 16:29

1. Imię (imiona): Gillian Auda
2. Nazwisko: Northman
3. Data urodzenia, wiek: 14 I 2006, 16 lat
4. Dom: Slytherin
5. Klasa: VI
6. Czystość krwi: Zdecydowanie nie krystalicznie czysta
7. Miejsce zamieszkania: Göteborg, Szwecja
8. Status majątkowy: bogaty

9. Rodzina: Składa się z dwóch wrogich sobie obozów – jednego w szwedzkim Göteborg, drugiego w najmniejszym mieście Wielkiej Brytanii, a mianowicie walijskim St David's. Wojna rozpoczęła się z dniem 24 marca roku 2014, kiedy to państwo Northman w niezbyt pokojowym nastroju podpisali papiery rozwodowe. Mieszkanie w jednym państwie wydawało się im zbyt uwłaczające i dlatego też do tej-pory-głowa-rodziny postanowił przenieść się do Walii, skąd przed wojną wyemigrowali jego dziadkowie. Na dzień dzisiejszy, familia składa się z ośmiu osób, począwszy od dumnego ojca czterech córek – Callistusa. Ten czterdziestosześcioletni mężczyzna, właściciel całkiem nieźle prosperującego magicznego wydawnictwa publicystycznego, został obdarzony ślepym szczęściem do kobiet. Dopiero pięć lat po szumnym rozwodzie z chimeryczną żoną, ożenił się ponownie z walijską dziennikareczką Carys, która to niespełna rok później wydała na świat kolejną, aczkolwiek okropnie nieznośną córeczkę tego pana - Caileigh. Zamieszkują w centrum miasta St David's, trzy panny Northman goszcząc w swoich progach jedynie w czasie świąt. Mężczyzna stara się nie wtykać nosa w córek, naiwnie wierząc, że odziedziczyły zdrowy rozsądek po nim, a nie po jego byłej żonie, choć od niedzieli do niedzieli podsyła im trochę mugolskich funtów.
Niedługo po rozprawie rozwodowej, prawo do opieki nad trzema dziewczętami przypadło ich matce, mianowicie Månstråle. Zdanie zainteresowanych niewiele miało wtedy do rzeczy, jednakże tylko jedna Gill zdaje się narzekać, iż nie może mieszkać z ojcem. Choć bądźmy szczerzy – gdyby jej jęki zostały wysłuchane, zapewne ubolewałaby nad tym, że u matki było jej lepiej. Pani Hallestrøm, która bardzo szybko powróciła do nazwiska rodowego i pozostała przy nim po zawarciu drugiego małżeństwa, jest niezwykle dumna ze swych latorośli. Szkoda tylko, że jedynie z najstarszej i najmłodszej, środkową traktując jak powietrze. Kobieta ta, licząca sobie już ponad czterdzieści wiosen (ile ponad mówić się nie powinno, w końcu płci pięknej o wiek się nie pyta), cierpi na chorobę cywilizacyjną zwaną pracoholizmem, nie odróżnia gabinetu od własnego domu. Nic dziwnego, że jej drugi mąż, Gustav, nader często popada w skrajny defetyzm, będąc jej główną ofiarą na poligonie kobiecych psychoanaliz.
Kiedy małżeństwo byłego państwa Northman miało się jeszcze całkiem dobrze, spłodzili oni trójkę dzieci, które złośliwie okazały się być dziewczętami. Całe szczęście, to już nie czasy gdy rodem z „Rozważnej i romantycznej”, wszystkie trzy należy tak należy jak najszybciej wydać za mąż. Najstarsza – Lucy (a właściwie Lucette) to główny powód zmartwień i kompleksów Aude. Zazdrości jej wszystkiego, począwszy od uwagi matki, niebywałej empatii, a skończywszy na złotych puklach zupełnie nie przypominających nieujarzmionej szopy na głowie Gill i gładkiej skórze, nie zeszpeconej piegami. Obdarzona niebanalną urodą i charyzmą, zdaje się być stworzona do roli jeśli nie liderki, to przynajmniej tej popularnej. Pech chciał, iż jako pierwsza otrzymała list z Hogwartu, więc niebywała przypadłość Gillian objawiająca się machaniem patykiem, nikogo nie zdziwiła.
Z trzech sióstr jedynie najmłodsza Margeet nie posiada zdolności magicznych. Uczęszcza do elitarnego liceum przeznaczonego dla wybitnych uczniów i jest książkowym przykładem genialnego dziecka. Pomimo młodego wieku, swoją wiedzą znacznie przewyższa wszystkich domowników razem wziętych – całe szczęście po trzynastu latach egzystowania z nią pod jednym dachem, wszyscy nauczyli się ignorować jej naukowe rozważania, albowiem noszenie przy sobie encyklopedii mogłoby być odrobinę kłopotliwe. Mary darzy miłością platoniczną młodego Luke'a Skywalkera i jest naczelną fanką twórczości pana Lucasa.
Zgodnie z teorią, że najstarsze dziecko ma szansę zostać prezydentem, najmłodsze geniuszem, a środkowe całkowicie zapomniane, będąca drugą córką Northmanów Gill szybko znalazła swoje miejsce w domowej hierarchii. Co wcale nie oznacza, że jest z niego zadowolona.

10. Charakter: Pierwszy września, peron 9 i ¾. Słyszysz gwizd lokomotywy, sugerujący iż pociąg przygotowuje się do odjazdu. Rozglądasz się dookoła i twój wzrok pada na nią. Zdaje się płynąć nad ziemią, kroki stawiając tak lekko, że nawet tego nie zauważasz – sześcioletnia szkoła baletowa zbiera swoje żniwa, nieprawdaż? Jasne pukle opadają na śniade ramiona, a perfekcyjna twarzyczka rozjaśnia się w promiennym uśmiechu. Zatrzymujesz się na chwilę, by przyjrzeć się jej bliżej. Wydaje się urodzoną liderką, każdy jej gest wypełniony jest niebywałą charyzmą, jednakże podświadomie wiesz, że nie masz do czynienia z kolejną rozpieszczoną pannicą z dobrego domu. Ta zwróci na ciebie uwagę, posłuży dobrym słowem czy wyciągnie pomocną dłoń. Dobrze, zauważyłeś Lucy. Teraz przypatrz się uważniej – widzisz tą niepozorną istotkę, kroczącą za nią i zupełnie ginącą w jej blasku? To właśnie Gillian.
Nieposkromiona złośnica. Zagorzała feministka. Na śniadanie łamie konwenanse, podczas obiadu prowadzi moralizatorskie monologi dotyczące równouprawnienia, a kolację zapija kawą. Gill nie pozwala się karmić wyższymi ideami, nie wierzy w żadne szumne cele. Żyje chwilą, robiąc to, na co ma ochotę, nie przejmując się reakcją otoczenia. Nic dziwnego - osiągnęła niekwestionowane mistrzostwo w dewiacji, a kluczową rolę w jej życiu odgrywa bunt, w różnych postaciach. Pierwszym słowem, jakie wypowiedziała było „nie chcę” i ku rozpaczy rodziny, ta postawa nie minęła jej z wiekiem. Wręcz przeciwnie – podsycana nieustannym spychaniem jej z piedestału na rzecz Lucette, rozrosła się do niemożebnych rozmiarów. Już dawno przybrała maskę wrogości, która paradoksalnie daje jej poczucie bezpieczeństwa. Wbrew pozorom, jej zachowanie ma uzasadnienie psychologiczne – nauczona doświadczeniem, że nigdy nie dorówna starszej siostrze, postanowiła porzucić próby dążenia do ideału, skupiając się na odpychającym zachowaniu. Zupełnie nie przejmuje się swoją aspołecznością, a wręcz przeciwnie. Kiedy spogląda z typowym dla siebie dystansem na skorumpowane pruderią społeczeństwo, dostrzega własną wyższość nad szarym motłochem i kontynuuje wędrówkę własną, niewydeptaną ścieżką.
Patrzysz na nią i zazdrościsz jej umiejętności życia chwilą. Jest tym, kim ty chciałbyś być – beztroską, uwolnioną od zagadnień egzystencji wolną duszyczką, dla której liczy się tylko to, co doczesne. Wszak wszystko przemija, a z życia należy czerpać tyle, ile się da. Jedyna granica, jaka ją obowiązuje to ta, którą postawi sobie sama. Nie zauważasz jednak, że Gillian stała się niewolnicą własnej hedonistycznej ideologii, zamkniętą w więzieniu, które sama sobie stworzyła. Postawiona przed rzeczywistością zaczyna czuć się bezsilna i ucieka w to co łatwe, przyjemne i nieskomplikowane. Mocno rozciąga granicę możliwych wyborów, brak celu w życiu przysłaniając zaspokajaniem swoich apetytów. Wciąż próbuje czegoś nowego, zupełnie nie przejmuje się konsekwencjami, jakie może to za sobą ciągnąć. Konsumuje własne życie, bez zbędnej analizy czy bezcelowych prób uporządkowania go.
Nie wierzy w szumne wartości, takie jak miłość czy przyjaźń. Podczas gdy ta pierwsza jest dla niej pruderyjnym wytłumaczeniem pożądania ciała, ta druga wydaje się być banalną próbą wyzysku kogoś innego. Nie zna znaczenia słowa szczerość, nie potrafi dzielić się swoimi uczuciami czy też w skrajnych przypadkach problemami z kimś innym. Wszystko dusi w sobie, przez co nader często wpada w melancholijny, a wręcz depresyjno-defetyczny nastrój. I tu właśnie zaczyna się błędne koło.
Zawsze dostrzeże dziurę w całym, potrafi prowadzić godzinne konwersacje ze samą sobą, bazujące wokół jednej myśli i wychodzi z założenia, że przecież mogło być lepiej. Żyje paradoksem, oddycha tablicą Mendelejewa, zawartą w papierosowym dymie. Indywidualizm stał się zarówno jej błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Umiłowała sobie grę na klarnecie. Od sześciu lat przywozi ów instrument do zamku i niestrudzenie ćwiczy przynajmniej godzinę dziennie, nie zważając na narzekania współlokatorek. Lubi wypić, niestety matka natura poskąpiła jej mocnej głowy – upija się bardzo szybko, kolokwialnie mówiąc urywa jej się film i najczęściej wyczynia głupoty, o których potem nie pamięta. Zastanawia się, jakim cudem przechodzi z klasy do klasy, skoro nie należy do najbystrzejszych osób, nie pojawia się na większości lekcji (wszak po całonocnych imprezach tak trudno zwlec się bladym świtem z łóżka!), a pojęcie odrabiania pracy domowych zna jedynie z obserwacji innych osób. Gillian jada jedynie pieczywo z masłem, ciastka, frytki i naleśniki. Zieleniny, warzyw, i mięsa nie tknie nawet widelcem, a od samego zapachu pieczeni dostaje mdłości.
Dzika i przeważnie beztroska. Egzystująca we własnym, hedonistycznym świecie, pełnym kontrastów. Nigdy jej nie poznasz, nie dowiesz się jaka jest naprawdę? Wiesz dlaczego? Bo ona sama jeszcze tego nie odkryła.

11. Wygląd: Siedzi na parapecie okna, doszczętnie pochłonięta lekturą. Długie włosy, opadają w nieładzie na piegowate ramiona, plącząc się i zawijając dokładnie tam, gdzie chcą. O dziwo potrafisz dokładnie zidentyfikować ich kolor – kasztanowy, delikatnie wpadający w rudy. Jednakże to nie czyni ich wyjątkowymi, wręcz przeciwnie – gdyby nie chrząknęła, mało subtelnie dając ci do zrozumienia, że zastawiasz jej światło, nawet byś jej nie dostrzegł. Czy chcesz czy nie, zapada ci w pamięć, jednakże nie na tyle głęboko, byś prozaicznie nie zakrył jej stertami prac domowych i milionem innych osób, których osobowość wydaje się znacznie bardziej interesująca. Dopiero teraz zdajesz sobie sprawę, że ją znasz. Wszak każdego dnia przemyka się tuż przed twoim nosem, prowadzące te moralizujące monologi podczas związywania włosów w koński ogon lub ciasnego warkocza. Przyglądasz się uważniej i nagle dostrzegasz parę bystrych, szarych oczu, miarowo wodzących po tekście. Bez większego trudu widzisz w nich bezpodstawną butę i niepokorność, typowe dla ich właścicielki. Osadzone są na podłużnej twarzy, zakończonej trójkątnym podbródkiem. Choć nie szpeci jej trądzik młodzieńczy, nie możesz nie zauważyć odznaczających się piegów, asymetrycznie rozsianych po wysokim czole, szpiczastym nosku i rumianych policzkach. Lustrujesz wzrokiem jej sylwetkę. Nic szczególnego, prawda? Jest szczupła, jak zdecydowana większość dziewcząt w jej wieku, a pod luźną tuniką nawet nie możesz dostrzec zarysu sylwetki. Może dlatego, że wcale jej nie ma? W końcu matka natura poskąpiła Gill okrągłych bioder, talii osy czy obfitego biustu. Tego ostatniego szczególnie. Widzisz typowo chłopięcą figurę, a to wrażenie dodatkowo potęguje jej strój. Owszem, będące nieodłącznym elementem jej stroju getry, w różnych wzorach czy kolorach podkreślają całkiem zgrabne nogi, jednakże narzucona na ramiona przydługa tunika i skórzana kurtka, wymiennie będąca ogromnym i długim, ale za to ciepłym swetrem, sprawiają, iż dziewczę to ginie w fałdach materiału. Próżno wyczekiwać, aż założy spódnicę – tę część garderoby oddała przesłodkiej Lucy, która w zwiewnych kobiecych fatałaszkach prezentuje się o wiele lepiej. Szczupła noga, obuta w wygodne czółenka zwisa swobodnie z parapetu i kołysze się w rytm melodii, znanej jedynie Gill. Do twych nozdrzy dociera zapach czarnej kawy, zmieszany z drażniącym dymem papierosowym oraz subtelną nutą truskawek. Pełne usta w naturalnym herbacianym odcieniu nawet nie drgną, podczas gdy szczupłe palce przewracają kolejne strony. Jednakże, gdy odkrywa, że wciąż tu jesteś, jasne brwi unoszą się nieznacznie do góry. Zniesmaczona zeskakuje z parapetu i dopiero teraz zauważasz, jak wysoką osobą jest. Wszak pełne metr osiemdziesiąt rzadko kiedy można spotkać wśród płci pięknej. „Gdybyś miał zapłacić mi knuta za każdą minutę wgapiania się, już wisiałbyś mi Ognistą” mówi zachrypniętym głosem, obrzuca cię lekceważącym spojrzeniem i odchodzi leniwym krokiem. Ty również wracasz do swych zajęć. Przez chwilę starasz się powiązać jej twarz z imieniem i kiedy wreszcie ci się to udaje, zaczynasz się zastanawiać, jak tak przeciętna i pozbawiona dziewczęcego uroku osoba, może zachowywać się w taki sposób. Dochodzisz do wniosku, że jest na swój sposób pociągająca, choć przymiotnik piękna zupełnie do niej nie pasuje. Idziesz dalej i zapominasz o niej. Przypomnisz sobie dopiero wtedy, kiedy przypadkiem potrącisz ją w Wielkiej Sali, wyleje ci czarną kawę i urządzi z tego powodu karczemną awanturę.
Wizerunku użycza pani Kaya Scodelario

12. Historia: Właściwie można by zacząć od „dawno, dawno temu w odległym królestwie”, ale po co już na wstępie hiperbolizować? Wystarczy cofnąć się o szesnaście lat i przenieść do Szwecji, która przecież wcale nie znajduje się aż tak daleko. Króla ma, więc królestwu dajmy spokój. Gillian przyszła na świat w jednym ze znajdujących się na terenie Göteborg szpitali, jako drugie dziecko państwa Northman. Właściwie, narodziny były najważniejszym wydarzeniem w jej życiu, gdyż nic co później zrobiła nie przyciągnęło tak wielkiej uwagi rodziny. Pierwsze słowo („nie chcę”) zostało uznane za żart, ucząc się chodzić zupełnie przypadkowo potłukła większość rodzinnej zastawy porcelanowej, a gdy w wieku lat jedenastu okazało się, że jest czarownicą, wszyscy przyjęli to wręcz ze stoickim spokojem – najwyraźniej cały entuzjazm zużyli na hołdowanie otrzymanemu rok wcześniej listowi starszej siostry.

13. Wynik testy Tiary Przydziału:
Slytherin - 14
Gryffindor - 12
Ravenclaw - 6
Hufflepuff - 2

Gillian Northman

Liczba postów : 58
Wiek : 23
Czystość krwi : nieczysta
Klasa : VI
Dołaczył : 08/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach