Kryty most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kryty most

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lis 28 2010, 18:32

Stary, drewniany, niezwykle długi most miejscami z przeciekającym dachem. Umieszczony jest on nad hogwarckim jeziorem i prowadzi na dalszą część błoni, skąd można dotrzeć między innymi do Zakazanego Lasu.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 619
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Wto Gru 28 2010, 21:01

Stał na moście, tępo wpatrując się w przepaść, która kusiła szeptem jesiennego wiatru. Kiwał się na piętach, tam i z powrotem, spuszczając pokornie głowę. Oparł się o drewnianą, zniszczoną na przełomie czasu barierkę, dysząc ze wściekłości. Kopnął nogą w pobliski, samotny kamyczek, który tkwił na chropowatej powierzchni, a gdy stoczył się w ramiona otchłani, niknąc w jej mrocznych odmętach, Scorpius zaklął w duchu. „Slytherin zmienia.”
Powiódł wzrokiem po otoczeniu: istny potop blasku zalewał przestwór; piął się ku górze, by po chwili objąć także zmęczoną twarz blondyna. Na barierce, w jakiejś wydrążonej dziurze, rosły nieznane mu kwiaty; biel płatków zlewała się z czerwonym środkiem, jakby skrwawionym od ukłucia. I on tak się czuł – jak ten kwiatek, który zewnątrz sprawiał pozorne wrażenie obojętnego, apatycznego, ale wewnątrz, po głębszym poznaniu... wątpliwości znikały. Problem tkwił w tym, że jeszcze nikt nie odkrył jego wnętrza, głęboko schowanej duszy... Z jego winy? Zastanawiał się nad tym czy naprawdę się zmienił, czy po prostu inni mu to wmawiali? Bo mówili – mówili, że jest gorszy. „Niech mnie olśnią!”, pomyślał gniewnie. Malfoy nie był typem chłopaka, który samym wyglądem powalał wszystkich na kolana – robiła to jego umysłowość. Potrafił manipulować ludźmi, wpływać na ich decyzje, byleby tylko obrócić wszystko na swoją korzyść. Nic w tym więc dziwnego, że kolegował się ze Zane'm. Swój pozna swego.
Czasem chwila trwa dłużej niż chwila. Wszystko dzieje się jak na zwolnionym tempie lub całkowicie ustaje – zatrzymują się ruchy, dźwięki, tylko zmysły są wyostrzone. I kiedy uświadamiasz sobie, że powinieneś na dłużej zapamiętać ten moment, wryć go głęboko w pamięć, by nigdy nie został przygnieciony przez nic nie znaczące, nudne urywki życia, ta chwila mija.
„Ale chyba każdy zasługuje na kolejną, idiotyczną szansę, nie?!”
Spóźniłeś się, darmowe, nowe szanse zostały przez ciebie zmarnowane, Los nie chce rzucać ich na wiatr.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Ethelyn Elliston on Sro Gru 29 2010, 08:32

Wracała spokojnym krokiem do zamku. W rękach dzierżyła grubą, zdobioną eleganckimi zdobieniami książkę, czytając ją przy okazji. Tak, była w Zakazanym Lesie. Bo, bądźmy szczerzy – Choć ciągle srogo przypominany jest zakaz wchodzenia do lasu – coraz mniej osób się tego słucha. Ethelyn też. Po co chodziła do Zakazanego Lasu? Sama nie wiedziała. Może po to, by odnaleźć spokój w ogarniającej cię zewsząd mgle, może po to, by tam wejść i już nigdy nie wrócić. Nie myślała. Po prostu, wchodziła tam, spędzała jakiś czas, siedząc pod jednym z drzew i czytając książkę.
Weszła na kryty most. Po drewnianej konstrukcji rozszedł się cichy stukot jej pantofelków, na który sama nie zwróciła większej uwagi – pochłonięta lekturą nie zwracała uwagi na nic, myśląc tylko i wyłącznie o tym, co czyta, łącząc to w całość z wcześniejszymi zdaniami, wyciągając coraz to kolejne wnioski z czytanej książki.
Nie zauważywszy chłopaka, mogłaby go zwyczajnie minąć, z nosem wsadzonym w kartki, ale przecież to była Ethelyn Elliston – ona nie patrząc, nie mogła przejść obok kogoś, nie zahaczając czy potykając się o jego wystawioną nogę. Tym razem także tak było – zahaczyła nogą o nogę bujającego się blondyna, potykając się i tymże samym upuszczając swą książkę, której kartki z pewnością nie były teraz przyciśnięte do mostu w tym miejscu, w którym obecnie czytała.
- Cholera... – Mruknęła niezadowolona pod nosem, schylając się po swoją lekturę, od razu szukając momentu, w którym skończyła czytać, choć wcale to z pewnością nie było łatwe zadanie – Nie dla niej, która nie zapamiętuje numerów stronic w jakichkolwiek książkach. To co dopiero w tak opasłych tomach.
Podniosła się po chwili z książką, otrzepując ją. Odeszłaby z pewnością dalej, do zamku, gdyby nie fakt, że nie zahaczyła o coś, tylko o kogoś. Podniosła swoje turkusowe tęczówki, by spojrzeć na osobę, która była powodem całego tego zamieszania. I gdy tylko jej wzrok zatrzymał się na twarzy chłopaka... po prostu zastygła w bezruchu. Jej źrenice niebezpiecznie szybko rozszerzyły się, dając upust turkusowym tęczówkom. Dopiero po chwili wyprostowała się powoli, nie odrywając wzroku od twarzy jasnowłosego, zaciskając kurczowo palce na książce. Jednak dopiero gdy spojrzała w jego stalowe oczy, poczuła się, jakby ktoś wylał nań wiadro pełne lodowatej wody. Poczuła, jak wszystko wróciło. Każda chwila, każda minuta. Każda sekunda szczęścia i smutku. Spuściła wzrok i zrobiła odruchowo krok do tyłu, by później znów unieść nieco głowę, z zaciśniętymi kurczowo zębami. Nie miała co powiedzieć. Nie wiedziała, co powiedzieć. Stała tam po prostu i patrzyła się, z przymrużonymi lekko oczami.

_________________


Ethelyn Latis Amadeusz Relacje

Etylen kocha bale
avatar
Ethelyn Elliston
Prefekt naczelny

Liczba postów : 85
Wiek : 23
Czystość krwi : ¾
Klasa : VI
Dołaczył : 13/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Sro Gru 29 2010, 12:48

Był człowiekiem szczęśliwym? A co według ciebie oznacza „szczęście”? Chwilę ulotną, nieosiągalną...? A czy potrafisz wyobrazić sobie dwudziestoczterogodzinną chwilę, która nie mija i nigdy nie minie? Nie? To dobrze. Nie istnieją takie ‘chwile’. A jeśli już nawet, to w bajkach, które rodzice czytają swoim dzieciom, by przygotować je na rozczarowania w dalekiej przyszłości. Był szczęśliwy? Jego szczęście trwało dwadzieścia trzy godziny. W ostatnich sześćdziesięciu minutach kumulowały się codzienne zmartwienia, których nie sposób zignorować. Był człowiekiem...? W jego żyłach płynęła krew - tam i z powrotem, jego serce biło tak, jak miliony innych serc – czasem przyśpieszało, czasem zwalniało, a czasem zdawało się stanąć... Miał swe słabości: coś, co nieraz doprowadzało go do samozniszczenia, wewnętrznej destrukcji, ale nigdy, przenigdy nie dawał tego po sobie poznać. Obojętność zatruła jego uczucia, empatię, współczucie i... człowieczeństwo..Obrócił się raptownie, usłyszawszy stłumiony przez wilgotną ziemię odgłos czyichś kroków. „To wszystko przez nią!”, klął w myślach, chcąc wyzbyć się wszystkich wspomnień, które nie bledły na przełomie czasu, a wręcz przeciwnie – odżywały, stawały się coraz to wyrazistsze, przybierając na sile z każdym dniem. Jednak nie zdążył nic powiedzieć. Poczuł coś ciężkiego na sobie, a następnie wylądował na zimnej i wilgotnej podłodze.
- Nie widzisz, jak łazisz! Ofiaro.. - warknął głośno. Nie widział, kto na niego wpadł, ale zakładał, że jest to jakiś głupi pierwszoklasista, który nie patrzy na oczy. Nie dość, że go przewrócił, to jeszcze skrawki pergaminu, które wyrwał ostatnio z pewnej księgi, w bibliotece, wyleciały mu z rąk i opadły do jeziora. Nagle znowu stał się wściekły, chociaż miał nadzieję, że przynajmniej w tym miejscu dostanie ten swój upragniony, święty spokój, o który ostatnio tak zabiegał, a którego nigdzie nie mógł dostać. Zawsze zjawiał się ktoś, kto bezczelnie naruszał jego przestrzeń życiową, nie pytając nawet, o pozwolenie. A potem zdziwione spojrzenia, dlatego jest taki nie w humorze.. I nie tyczyło się to tylko Weasley. Nie. Dotyczyło to nawet jego kumpli, którzy coraz bardziej zaczynali działać mu na nerwy. Nie mógł im jednak powiedzieć, żeby odwalili się od niego i wreszcie się usamodzielnili, bo oni go potrzebowali. Nie on ich. Scorpius dawał sobie radę zawszę, nawet wtedy, kiedy był kompletnie sam. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że kiedy był sam, wychodziło mu to najlepiej. Jednak nie chciał ich zostawiać. Wiedział, że pochodzą z wpływowych rodzin, a ich ojcowie nawzajem oczekują, że będą się przyjaźnić, polepszając tym samym reputację rodziców.. Kiedy wreszcie się podniósł, otrzepując się przy tym ze śniegu, który przylepił mu się do spodni, uniósł głowę i napotkał te cholerne turkusowe tęczówki, których miał nadzieję nigdy już nie zobaczyć. Nagle w jego głowie pojawiło się to uczucie pustki.. Uczucie niewiedzy. Nie miał pojęcia, co jej powiedzieć, a czego nie.. Od czego zacząć.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Ethelyn Elliston on Sro Gru 29 2010, 15:20

Dla każdego pojęcie szczęście oznaczało coś zupełnie od siebie odmiennego. Dla jednego szczęściem była możliwość spędzania jak największej ilości czasu z rodziną, dla innego zaś szczęściem była izolacja, samotność. Dla jednych szczęściem był uśmiech najbliższej osoby, dla drugich natomiast kolejny promień słońca smagający swym ciepłem jego twarz. Jednakże, czym szczęście było dla niej? Czy był to codzienny uśmiech na twarzy, czy był to widok puszystego, białego i zimnego śniegu, zalegającego na rozległych obszarach, jak i dachach, parapetach, drzewach? A może to była dobra ocena ze sprawdzianu z Transmutacji, albo fakt, że wstała prawą, a nie lewą nogą?... Sama nie wiedziała. Dla niej szczęściem było wszystko, co sprawiało radość, co potrafiło spowodować miłe łaskotanie w brzuchu. Wszystko, co powodowało, że problemy znikały i widziało się tylko swoje szczęście, swą radość. Nie było wtedy nic negatywnego. Nic.
Ale... czy dało się nieustannie żyć w szczęściu? Czy możliwym było, aby wieść spokojny, długi żywot, nie mając nawet najmniejszych problemów takich jak w co się ubrać, albo co zjeść na śniadanie? Dla Ethelyn, nie było. Zacznijmy może od tego, że ludzka rasa ma cały czas problemy. Ludzie to właściwie jeden wielki problem, który ciągle by tylko narzekał, który ciągle czegoś chce, ma nieustannie niedosyt w swym życiu. To jest tak jak z ich nastawieniem do tak pospolitej rzeczy, jak pogoda – W zimie narzekają na chłód, na wiatr, na śnieg, zaś w lecie, kiedy tego nie ma, zaczynają narzekać na ciepło, na brak wiatru, nieustanne pragnienie. Ludziom nie dało się dogodzić, a oni sami nigdy nie mogli nie mieć z czymś problemów, nawet Ci, którzy temu zaprzeczali. Albo z kimś problemów...
Przymrużyła na chwilę oczy, zakrywając całkowicie tęczówki powiekami. Starała się o tym, w ogóle o niczym nie myśleć, ale jak na złość, jakby specjalnie jej myśli schodziły tylko na ten jeden temat, zbaczając ze swego kursu na tamte odległe, szczęśliwe dni. Pamiętała, słyszała każde to spokojne, delikatne słowo, każde przebrzmienie czułości w chwilach, gdy ten pełen sarkazmu i ironii głos odchodził w niepamięć. Czuła ponownie każdy delikatny, przypadkowy dotyk, dreszcze na ciele, które przez niego były wywołane, pamiętała ten cudowny zapach perfum, pamiętała każdą spędzoną razem chwilę. A najmocniej pamiętała tę ostatnią. Każde, nawet najmniejsze słowo, każdą zmianę na jego twarzy, każdy błysk wściekłości w jego stalowych tęczówkach. I to, co ona wtedy czuła...
Zacisnęła mocniej powieki, odrzucając od siebie ponure myśli, które wszystkie naraz uderzyły na nią ze zdwojoną siłą, starając się rozbić wybudowaną na tych przykrych doświadczeniach nową radość życia, zupełnie nowe i inne życie. Lepsze.
Czuła doskonale, gdy spojrzał w jej oczy. Ona zaś wtedy swoje spuściła, by po kilkunastu sekundach znów je unieść do góry, bo chciała, to tak bardzo chciała znów ujrzeć te stalowe, tak znane tęczówki. W jej oczach... malowało się wszystko. Od rozczarowania po radość, od szczęścia po smutek. Cały natłok sprzecznych, kuriozalnych emocji.
-Scorpius. – Odparła po chwili, niby w przywitaniu, niby w stwierdzeniu głosem cichym, spokojnym, przepełnionym... zaskoczeniem? Radością? Nie spodziewała się go spotkać. Nie teraz.

_________________


Ethelyn Latis Amadeusz Relacje

Etylen kocha bale
avatar
Ethelyn Elliston
Prefekt naczelny

Liczba postów : 85
Wiek : 23
Czystość krwi : ¾
Klasa : VI
Dołaczył : 13/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Sro Gru 29 2010, 15:43

Scorpius nie był szczęśliwy.. Zdecydowanie nie. Żył, chodził do szkoły, jadł, spotykał się ze znajomymi, spał.. Tak wyglądało jego życie. Było przepełnione nudną rutyną. Stało się utartym procesem, który po prostu trwa, bez zmian. Rzeczy, które kiedyś go cieszyły, które dawały mu satysfakcję, teraz.. gdzieś zniknęły. Przestały się liczyć, straciły na znaczeniu, na wartości... Zanim pojawiła się Ethelyn, blondyn trzymał w dłoniach kawałek pięknie zdobionego papieru, z wyraźnym pismem.. Wpatrywał się w niego uparcie, chcąc jakby dostrzec na siłę coś, czego tam nie było i nigdy nie będzie..
Drogi Scorpiusie! Mam nadzieję, że Twój pobyt w Hogwarcie jest równie owocny, co przed rokiem. Sądzę, że Twój ojciec byłby dumny, wiedząc, że jego jedyny syn wykorzystuje swoją wiedzę na tyle, ile mu ona na to pozwala. Dobrze wiesz, że pokładamy w Tobie wszelkie nadzieje, nie chcemy się rozczarować. Z żalem jednak muszę poinformować Cię o pogarszającym się stanie zdrowia Twojej babki, Narcyzy. - Podpisane: Kochająca matka Astoria... – wyszeptał w ciemność, milknąc nagle.
„Twój ojciec byłby dumny...” Byłby. Oczywiście... Ale nigdy mu tego nie powiedział! Nigdy nie powiedział swemu jedynemu synowi, jak podkreśliła Astoria, że był coś wart! Dlatego też Scorpius z uporem fanatyka dążył do tego, by osiągnąć każdy zamierzony cel – a jego obecnym celem było zobaczyć w oczach ojca respekt i zachwyt, a nie lęk i obawę przed kolejnymi dniami, jak zawsze. Ile to jeszcze potrwa? Zasypianie? Bezsenność nie mija. Czas nie mija. Ale on tak. Był bierny na wszystko i na wszystkich. I nagle zapragnął wykrzyczeć coś światu, wykrzyczeć swoje prawdy, swoje kłamstwa, swój ból! Coś miało się dziś wydarzyć, czuł to i nie chciał dłużej czekać! Drzewa szemrały między sobą przedziwne historie, przekazując je wiatrowi, który z kolei niósł je dalej wraz z własną historią. Uschnięte liście dryfowały w powietrzu, rzucając na zimną, twardą ziemię wyraźne odbicie swego kształtu. Cienie te posuwały się z wolna w kierunku dziedzińca zamku, który dumnie piętrząc się na skałach, zachwycał, a zarazem przerażał swym majestatem. Chłód panoszył się tej nocy. Gwiazdy rozsiane na niebie symbolizowały przeszłość tych, którzy już byli i przeszłość tych, którzy dopiero będą. Wiatr skarżył się cichym szmerem, kołysał znużonymi koronami drzew, osiadając na ich zmarzniętych gałęziach. W oddali, na wielkiej skale, gdzie stał potężny, wiekowy zamek, tliły się niewielkie, ale wciąż wyraziste światełka. Ich niewiarygodny blask przyciągał do siebie wędrowców. Wyższe strefy osnuwała gęsta mgła, kładąc się na wieżach i części dachu. Nie rozumiał, dlaczego zawsze, kiedy chciał być sam, nagle ktoś się pojawiał i mu przeszkadzał. Nawet, jeśli było to całkiem nieświadome. Zupełnie tak, jakby nie dane mu było choć raz zaznać spokoju.. W momencie, gdy wypowiedziała jego imię, spojrzał na nią i uniósł prawą brew ku górze, w pytającym geście. Po raz drugi otrzepał się ze śniegu i oparł o starą barierkę, tak, jak robił to przed jej przyjściem. Spojrzenie swoich stalowych tęczówek, utkwił w jakimś martwym punkcie, ale co jakiś czas zerkał na dziewczynę kątem oka.
- Co? - zapytał, po dłużej chwili milczenia, chociaż doskonale wiedział, że ona wcale nie oczekiwała żadnej odpowiedzi. A już na pewno nie takiej.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Ethelyn Elliston on Sro Gru 29 2010, 18:32

Duma... rodzice byli często dumni z Ethelyn, objawiając to wszelkiego rodzaju serdecznymi i gratulacyjnymi słowami, prezentami, czynami. Ale... zawsze było coś ponadto. Zawsze po nich było widać niedosyt, chociaż mogłoby się wydawać, że wręcz pękają z dumy. Nic bardziej mylnego. Arianna, dostając w wielu wypadkach o wiele, wiele lepsze oceny, była jak oczko w głowie rodziny Ethelyn. Nie miała jej w żadnym wypadku tego za złe, nie miała za złe rodzicom tego, że okazywali jej siostrze, być może nieświadomie, więcej miłości. Nie dopominała się o nic. Bo... ponieważ tego, że otaczało ją wiele lojalnych przyjaciół, takich na przykład jak Haerowen, Lyod czy nawet Demetria, często czuła się... samotna. Opuszczona. Jakby była jedynym człowiekiem na tym świecie, na tej płaszczyźnie rzeczywistości. Bo tak naprawdę żaden z jej przyjaciół nie mógł być przy niej, gdy w nocy siedziała samotnie, wpatrując się w białe gwiazdki ślicznego, mroźnego śniegu sypiące za oknem dormitorium, żaden nie mógł być przy niej późnego, sobotniego poranka, gdy sama siedziała w dormitorium, czytając na głos książkę, żeby chociaż sprawiać wrażenie, że nie jest tam sama. Że ktoś nad nią czuwa, że ktoś z nią jest. Bo wszyscy przyjaciele byli z trzech odmiennych domów. A to uczucie samotności spotęgowało się, kiedy to nastała ta wiekopomna, dramatyczna jak dla niej, chwila. Gdy jedyna osoba, której poświęcała tyle swego cennego, wolnego czasu, gdy jedyna osoba, której na tyle ufała, żeby mówić wszystko bez ogródek... odwróciła się od niej. Odwróciła, najpierw zmieszawszy ją z błotem i osądziwszy niesprawiedliwie kłamcą. Zdrajcą. Renegatem.
Dopiero gdy została prefektem naczelnym w Hogwarcie, niebywale wzrosła w oczach rodziców, zostając chlubą i dumą rodziny. Czasami miała ochotę po prostu wziąć i ten kawałek błyszczącej blaszki wyrzucić, bo czuła z dnia na dzień, jak tylko ta odznaka czynił ją kimś wartościowym. Jakby to dzięki niej była tym, kim jest, jakby to dzięki niej była cenna.
-A przecież i bez niej jestem cenna. – Szepnęła bardzo cicho, mimowolnie pod nosem, podchodząc do barierki, niedaleko Scorpiusa Malfoy’a. Oparła się o nią, przyciskając książkę do brzucha, wbijając wzrok w dół, w otchłań znajdującą się pod nimi. Nie chciała wracać do tego, co miało miejsce w ich piątym roku edukacji w Hogwarcie. Były to burzliwe czasy, czasy wielu przykrych komentarzy i upokorzenia, ale i szczęścia i przywiązania, czasy zakończone nagłym, acz długim okresem smutku i złości...
- Nic nie trwa wiecznie. – Odparła poważnie a zarazem spokojnie. Zmierzała powoli, acz usilnie do tematu, który najchętniej by ominęła, ale coś jej kazało, coś ją usilnie namawiało do tego, by w końcu dowiedzieć się, na czym stoi. Gdyby mogła, zrobiłaby wiele, żeby było dobrze, gdyby mogła cofnąć się w czasie, nie dopuściłaby do tego wszystkiego, całego tego zamieszania, tych wszystkich spotkań... albo tylko do sytuacji, przez którą przestała mieć jakikolwiek kontakt z jasnowłosym Malfoy’em.

_________________


Ethelyn Latis Amadeusz Relacje

Etylen kocha bale
avatar
Ethelyn Elliston
Prefekt naczelny

Liczba postów : 85
Wiek : 23
Czystość krwi : ¾
Klasa : VI
Dołaczył : 13/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Sro Gru 29 2010, 19:14

Uciekał z jednej skrajnością w drugą. Zaczynał dzień od kieliszka i nim go kończył. Scorpius Malfoy był rozdrażniony, nerwowy, zdawało mu się mieć najczarniejsze myśli. Niepewna sytuacja w szkole, rodzina, a raczej jej brak.. To, co zamierzał i co miało dla niego znaczenie, runęło w jednym parszywym momencie – bo wystarczył właśnie ten moment słabości, moment, w którym zawładnęła nim odrobina egoizmu, by ostatki jego górnolotnych idei obróciły się wniwecz... Choć ubóstwiał chwilę, gdy paląca wódka pozostawiała ostry posmak na jego ustach, sięgnął dalej. Zaczął wstrzykiwać sobie do krwi rozkoszne substancje – płynęły jego żyłami, obezwładniając w przyjemnej ekstazie jego neurotyczny organizm. Upajał się ulotnością błogich chwil, tym, że nie myślał, nie czuł i nie wiedział... Ujrzał świat w barwach, które nie występowały w jego życiu w zbyt pokaźnych ilościach. Jego czystą, bezinteresowną miłość, niczym szatan, zaraziła obsesja i fanatyzm oraz coś, czego nawet nie potrafił określić.
„Za dużo, by milczeć... Za mało, by krzyczeć! Wystarczająco, by to skończyć.”
Malfoy od małego miał wszystko. Dosłownie wszystko. Dostawał to, co chciał bez mrugnięcia okiem. Co sobie zażyczył, nagle pojawiało się koło niego, nim zdążył się rozmyślić. Lecz wszyscy Ci, którzy uważają, że to wystarczy, aby mieć szczęśliwe dzieciństwo, są w cholernym błędzie. Bo tak wcale nie jest. Scorpius był wręcz pewien, że już więcej miłości dostają dzieci w biednych rodzinach, niż on sam. Mimo, że miał wszystko, nigdy nie był wszystkim dla kogoś. Nawet dla własnych rodziców. Matka.. może i się cieszyła, ale nigdy w jakiś specjalny sposób mu tego nie okazywała. Czułości odstawiała na bok i zachowywała się ciągle tak, jakby była na jakimś eleganckim przyjęciu, gdzie ciągle musi się pilnować. Zaś ojciec.. On sprawiał wrażenie, jakby syn był dla niego tylko i wyłącznie przykrym rozczarowaniem. Czymś, przez co teraz musi cierpieć ogromne katusze. Tak przynajmniej myślał blondyn.. I gdyby tylko miał pojęcie, jak bliski był prawdy, wymawiając do siebie te właśnie słowa. Nic dziwnego, że Scorp czuł się we własny domu, jak w muzeum. Wszyscy znajomi, którzy do niego przyjeżdżali, zachwycali się różnymi rzeczami, które dla niego były bez znaczenia. Chciał tylko, aby Draco był z niego dumny. Aby pokazał mu, że się cieszy.. Dlatego wraz z pierwszym wyjazdem do Hogwartu, Scorpius zapragnął dążyć do perfekcji. Najlepszy na wszystkich lekcjach, doskonały szukający i kapitan, a w dodatku prefekt.. Czego więcej chcieć? Dobrej pozycji w szkole? On to miał i nawet nie musiał się za bardzo starać. I mimo iż dla niektórych osób, te rzeczy były 'wszystkim', dla niego ciągle było to za mało. Za mało żeby zasłużyć na pochwałę. Na jedno, głupie słowo.. Kiedy teraz tak o tym myślał, jego spojrzenie było dziwnie nieobecne, a na usta wkradł się ten blady uśmiech, który pojawiał się zawsze, kiedy przypominał sobie swoje dzieciństwo, swoją przeszłość.. swoje życie. Ale o tym nikt nie wiedział, zupełnie nikt.. Kolejne słowa dziewczyny, całkowicie zbiły go z tropu. Myślał, a może także miał nadzieję, że blondynka sobie pójdzie. Weź mnie swoją książkę i po prostu przejdzie dalej. Ale nie. Ona musiała się zatrzymać, a on nie mógł uciec. Mimo iż tak cholernie tego pragnął. Zamiast tego zaśmiał się krótko pod nosem, odchylając głowę do tyłu.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak dobrze o tym wiem. - stwierdził, kiwając głową dla potwierdzenia, jednak wzrok miał cały czas utkwiony gdzieś w przestrzeni. Nie chciał na nią patrzyć.. Nie mógł.. Od razu przypomniały mu się te zdarzenia, które miały miejsce w 15 klasie, a których nie chciał pamiętać. Zachował się jak totalny kretyn, a później, chcąc o wszystkim zapomnieć, unikał jej aż do teraz.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Ethelyn Elliston on Czw Gru 30 2010, 15:26

Byli tacy, którzy mieli wszystko i tacy, którzy nie mieli nic. Ci pierwsi żyli w dobrobycie, pławiąc się w luksusach i nie znając znaczenia słów brzmiących tak jak bieda, ubóstwo. Dostawali wszystko, czego chcieli, dostawali to, na co mieli ochotę, wtedy kiedy chcieli i gdzie tylko żywnie o tym zamarzyli. To było wręcz jak magia – zachcianki spełniane na pstryknięcie palców, na jedno zawołanie, jeden krzyk czy płacz w przypadku małych, pucułowatych dzieci. Zaś Ci drudzy nie znali słów takich jak dobrobyt, bogactwo. Potrafili radować się ze wszystkiego, co dostali, a zwłaszcza z jedzenia czy ubrań. I właśnie nie tylko to ich różniło od ludzi bogatych. Charaktery. Bogaci ludzie, przekonani o swojej świetności i arystokracji, wyrastali na zadurzonych w samych sobie snobistycznych, rozpieszczonych... nawet jestem w stanie tutaj napisać bardzo kolokwialnie - burżui, bo którzy szlachcice nie spożywają wykwintnych, drogich napojów wysokoprocentowych? No właśnie.
Po chwili przeniosła dyskretnie wzrok na twarz blondyna, przypominając sobie dokładnie każdą jej część, każdy fragment, każdą jej charakterystyczną cechę, odnawiając we wspomnieniach jego oblicze. Uśmiechnęła się lekko mimowolnie pod nosem, nie odrywając turkusowych tęczówek od twarzy Scorpiusa. Pamiętała, jak czuła się, gdy go widziała zanim zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać, bez kąśliwych uwag i ironicznych komentarzy. Była tylko frustracja i... coś na kształt wrogości? Jednak potem się coś zmieniło, coś uległo raptownej, nieodwracalnej w skutkach zmianie, której ona nawet nie dostrzegła, której nie potrafiła opanować, której nie była w stanie zrozumieć. Wszystko się polepszyło. Wszystko było wręcz tak dobre, że aż sztuczne. Ale tylko i wyłącznie na początku. Potem... później zaczęła się do uprzejmości Malfoy’a nie tyle co przekonywać, ale... przyzwyczajać. Zaczęła ją lubić, zapragnęła słyszeć jej więcej, czuć jej więcej, aż do tego nieznośnego stanu, gdy wręcz tego ciepłego głosu, tych niegwałtownych gestów zaczęła pożądać. Jego towarzystwo przestało ją irytować, przestało jej stwarzać problemy. Zaczęła je wręcz przeciwnie – lubić, a z biegiem niewielkiego czasu, gdy razem wolnych chwil nie spędzali, miała chore wrażenie, że coś się musiało stać. Z biegiem czasu, wbrew swojej woli, wbrew swoim jasno postawionym zasadom, według których miała podążać, zaczęła coś czuć do Scorpiusa Malfoy’a...
Słysząc jego śmiech, już bez jakichkolwiek ogródek obróciła głowę w stronę ślizgona, spoglądając na jego twarz nieco sennym, poważnym wzrokiem, poprawiając opasłą książkę w dłoniach. Chciała móc śmiać się z nim, chciała, by to był śmiech radości, szczęścia. Ale... nie była szczęśliwa. Nie w tej chwili. Nie przy nim.
Przez dłuższą chwilę zastanawiała się, co mu odpowiedzieć. A jednak tym samym skupiała swą uwagę tylko na otoczeniu, na pogodzie, która panowała poza zamczyskiem. Robiło się chłodno. Choć nie dając po sobie jakichkolwiek oznak, że zaczyna jej doskwierać zimno, można było spokojnie to wywnioskować po jej zaróżowionych policzkach i czubku nosa, przez co wyglądała w tej chwili jak elf świętego Mikołaja. Tylko brakowało jej szpiczastych uszu, zielonych rajstop i butów rodem z „Alladyna”.
- Zastanawia mnie tylko jedno – Zaczęła po dłuższej chwili egzystowania na moście w bezgranicznej ciszy; cisza ta, była tak wielka i spokojna, że do uszu złotowłosej dochodził gwar panujący w Hogwarckim zamku. – Dlaczego nie dałeś mi wtedy nic powiedzieć. – Dokończyła po jakimś czasie, a jej głos nieco się załamał. Tak bardzo tego żałowała. Tak bardzo chciałaby to wszystko naprawić. Ale było za późno. Dostała szansę, którą wypuściła z rąk przez nieuwagę.

_________________


Ethelyn Latis Amadeusz Relacje

Etylen kocha bale
avatar
Ethelyn Elliston
Prefekt naczelny

Liczba postów : 85
Wiek : 23
Czystość krwi : ¾
Klasa : VI
Dołaczył : 13/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Czw Gru 30 2010, 17:08

„Biegnę w wyścigu, lecz sądzę, iż trudno będzie go wygrać. Moje serce zostało wystawione na pokaz i odrzucone... W różny sposób nieraz mówiłem sobie, że jest OK. I złość była ceną, którą trzeba było zapłacić. Nie zniosę tego dłużej... Czuję głód mojej duszy! Boże, pomóż mi dostać się do domu... Idę przez dolinę cieni śmierci. Nie boję się, bo wiem, że Ty trzymasz mój oddech. Jedynie boję się, że nie zostało wystarczająco dużo czasu... Przechodzę do zadania i z obu stron zapalam linię. I mam nadzieję, że samoopanowanie opłaci się zanim zniknę. Każdy grzech zostanie zniszczony przeze mnie...”
Rozpoczynając edukację w Hogwarcie ani Scorpius, ani Ethelyn nie wiedzieli, co ich czeka. Całą wiedzę zaczerpnęli z historii swoich bliskich: podziwiali ich oceny, zachwycali się opowieściami, zarówno tymi mrożącymi krew w żyłach, jak i także powodującymi łzę w oku. Wiedzieli wszystko, ale tak naprawdę nic. Bo to oni winni stworzyć własną historię, którą, tak jak ich rodzice, mieli opowiadać w przyszłości swym pociechom. To oni zmierzyli się z dorosłością i niczym małe dzieci spragnione nowych doznań wsiadły do karuzeli życia. To oni przeżywali wzloty, ciesząc się każdym uniesieniem, by po chwili upaść, podejmując kolejną próbę powstania. To oni wirowali między kolejnymi latami swego dzieciństwa i w zaskakującym tempie osiągnęli dojrzałość emocjonalną na dość wysokim poziomie. Ale... ile tak bez końca można się kręcić? Ich emocje, ich dobre i złe momenty, ich strzaskana nadzieja, piękno chwil, świeżość wiosny, uderzająca temperatura letnich popołudni, czerwień i żółć jesiennych liści, dojrzałość owoców, biały całun zimy, pobłyskujący gdzieniegdzie różowym światłem, wschody i zachody słońca, uśmiechy i łzy, spojrzenia i pokornie opuszczone głowy... To była ich historia. A jaka jest teraz? Obrazem teraźniejszości był cwany, całkiem nieobliczalny półuśmiech Malfoya, jakim obdarzył Gryfonkę, która pod wpływem impulsu, dosłownie na ułamek sekundy, podniosła wzrok. Czyżby kolejne zrządzenie losu? Popatrzyli na siebie jednocześnie i również w tym samym momencie odwrócili twarze, kierując je w zupełnie inne strony. Kolejna karta ich historii została przewrócona przez chłodny podmuch obopólnej niechęci. Jaka będzie kolejna? Inna.
Bo Ślizgoni winni pamiętać o Domu, do jakiego zostali przydzieleni, i o jego ideach, których zobowiązali się spełniać. Chociaż potępianie niższości rasowej zostało oficjalnie zażegnane, a jakiekolwiek popieranie organizacji zajmujących się napiętnowaniem czarodziei o „brudnej krwi” groziło srogimi karami, uczniowie tego właśnie domu nie szczędzili złośliwych uwag, dotyczących innych, słabszych ludzi.
„Ślizgoni nie pokazują, że im na kimś zależy...”, pomyślał gniewnie. I wszystko się ułożyło - było takie, jakie być powinno. On był Ślizgonem, ona Gryfonką. On żył w splendorze postawy ojca, ona urodziła się w normalnej, przeciętnej rodzinie. On mógł mieć u stóp cały świat, ona nigdy nie byłaby w stanie tego posiąść. Nie dane im było istnieć razem, lecz obok.. Gdy tak o tym myślał, doszedł do wniosku, że właśnie tak jest. Że bądź co bądź, ich losy potoczyły się tak, jak powinny, bo i tak nic by z tego nie było. Dlatego mógł teraz wymyślić na poczekaniu jakieś kłamstwo albo powiedziec jej prawdę..
- Bo to i tak by nie przetrwało. - mruknął pod nosem, przez moment zaciskając mocno powieki. Był wyrachowanym oszustem. Wtedy jeszcze nie wiedział, że najlepiej wychodzi mu okłamywanie samego siebie. A tak było. Nie umiał być szczery. Nawet ze samym sobą.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Ethelyn Elliston on Czw Gru 30 2010, 20:33

Elliston sama w sobie była osobą odznaczającą się wyjątkową wścibskością, z którą czasami wręcz nie potrafiła walczyć. Tak też było w przypadku Scorpiusa Malfoy’a, kiedy to dawała upust swej ponadprzeciętnej ciekawości i starała się coś z niego wyciągnąć, czasami nawet nieświadomie, wbrew własnej woli, a zarazem na tyle dyskretnie, by Scorpius się nie zorientował. Jednakże, co z tego, skoro blondyn i tak nie dawał nic od siebie, nie pozwalał jej dotrzeć do swojego wnętrza, do swego ukrytego ja, które tak niesamowicie kusiło dociekliwą Elliston, iż doprowadzało ją tym samym także do zieloności.
Cieszyła się za każdym kolejnym razem, gdy blondwłosy Scorpius okazywał jej swego rodzaju względy, w postaci miłego, ciepłego wręcz tonu głosu i braku złośliwych odzywek, choć swej radości nie okazywała, a tylko odpowiadała swoim spokojem i normalnym słownictwem, które nie ubliżało mieszkańcowi domu Slytherin. Zawsze jednak Malfoy szybko przywdziewał swą maskę wyniosłego arystokraty, orientując się, że pozwolił sobie na zbyt dużo, okazując jakiekolwiek pozytywne emocje w stosunku do złotowłosej Ethelyn. Gdy on zaczynał ironizować, ona nigdy nie pozostawała dłużna, zniżając się tym samym do jego poziomu, do poziomu człowieka, który nie był człowiekiem. Niemniej jednak Ethelyn nie żałowała ani trochę tych chwil, kiedy z Scorpiusem potrafili normalnie rozmawiać, kiedy potrafili zachowywać się obydwoje jak ludzie, nie żałowała w żadnym wypadku tego, że dane było jej doznać jakiejkolwiek życzliwości ze strony Scorpiusa Malfoy’a, której prawdopodobnie nikt, oprócz niej, nie doznał i przypuszczalnie nie dozna, choć ostatnio, jak do wielu uczniów, doszły ją słuchy, że kręci się wokół Rose Weasley. Co wtedy czuła? Nic. Obojętność. Nie zmieniało to jej stanu ducha, jej nastroju, jej nastawienia do życia. Bo wiadomym było, że prędzej czy później zaczną się mieć z rudowłosą ku sobie, bo wiele razy już zostało udowodnione, że Od nienawiści krótka droga do miłości. Choć swego rodzaju wyciąganie spokoju i ,nikłej bo nikłej, życzliwości ze Scorpiusa, kosztowało ją wiele nerwów i przysporzy jej w niedalekiej przyszłości siwych, srebrnych włosów, potrafiła naprawdę wyciągać z ich... znajomości, pozytywne wydarzenia i wnioski. A jednym z wniosków najbardziej oczekiwanych przez nią było to, że ten właśnie blondwłosy Scorpius Malfoy, powoli i stopniowo otwierał się właśnie przed nią, przed Ethelyn Elliston.
- No tak. - Odparła nieco sarkastycznym tonem, przywdziewając na usta równie sarkastyczny uśmiech i odwracając się tym samym tyłem do barierki. Spuściła na chwilę głowę, zanurzając twarz w zasłonie złotych włosów, po czym odchyliła głowę daleko do tyłu, spoglądając turkusowymi tęczówkami w górę. – Jakże mogłam zapomnieć. Scorpius Malfoy, nieznany jasnowidz przewidział rok temu, co by działo się teraz. – Dodała po chwili, a uśmiech spełznął z jej ust razem z chwilą, w której przymrużyła na dłużej oczy i odwróciła głowę w stronę jasnowłosego. – Nie wiesz tego, Malfoy. – Odpowiedziała, nie zwracając uwagi na ton swojego głosu. Obróciła się znów przodem do barierki, nie odrywając turkusowych tęczówek od blondyna. – Nie możesz tego wiedzieć.

_________________


Ethelyn Latis Amadeusz Relacje

Etylen kocha bale
avatar
Ethelyn Elliston
Prefekt naczelny

Liczba postów : 85
Wiek : 23
Czystość krwi : ¾
Klasa : VI
Dołaczył : 13/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Scorpius Malfoy on Czw Gru 30 2010, 20:59

Blask księżyca i gwiazd obserwujących nocą ziemskie stworzenia. Ciche, splatające się szepty. Uśmiechy, szczere uśmiechy... Prawda i kłamstwo zgubione w wirze rzeczywistości. I masa ludzi, którzy z osobna nie odgrywali jakiejś znaczącej roli - dla wszystkich, ale dla kogoś? Dla jednej, odrębnej historii? Co dla takiego osobnika stanowił drugi? Jaką cenę byłby w stanie zapłacić za jego szczęście i pozbawione rozterek życie? Prawda była taka, że jeszcze nikt nie przekalkulował czyjegoś dobra na pieniądze. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Suma tak niewyobrażalnie wielka po prostu nie istnieje w naszym ubogim świecie. A więc czas zadać pytanie... Co Scorpius mógłby zrobić dla Ethelyn Elliston? I na odwrót? Czy potrafiłby oddać za nią życie? Czy ona potrafiłaby umrzeć w jego obronie? Gdyby ktoś teraz spytał czy poświęciłby swoje szare życie na rzecz jednego, kolorowego dnia spędzonego z NIĄ, zawahałby się? Czy stwierdziłby: „Przecież to niedorzeczne!” ? Czy zaśmiałby się? Ale Scorp odpowiedziałby. Na pewno. Jego całe życie było przesiąknięte niczym nie wyróżniającymi się dniami – żył, bo taka była rutyna. I tylko czasem wstrzymywał oddech, chcąc przerwać ten linearny ciąg i zobaczyć, jak to jest, gdy ma się wybór. Błahą wręcz alternatywę. Nabrać powietrza albo udusić się z powodu jego braku. Jakie uczucia wzbudzała w nim teraz ta dziewczyna? Nienawidził ją za to, że nie można było jej nienawidzić. Nienawidził tych jej mądrych, ale niezarozumiałych wywodów, nieustającej pewności siebie, a zarazem czających się gdzieś wątpliwości.
Mimo, że chwilami blondyn zachowywał się tak, jakby naprawdę był człowiekiem, działo się to bardzo rzadko i jednocześnie trwało niezbyt krótko. Mało kto miał szansę poznać tego.. innego Scorpiusa, nawet jego kumple myśleli, że maska, którą chłopak przywdziewał na co dzień, jest jego stałą twarzą. Wszyscy byli wręcz pewni, że znają go już do końca, że wiedzą o nim wszystko. A jaka była prawda? Nie wiedzieli o nim nic, zupełnie nic. I to dlatego, że on im na to nie pozwolił. Nie pozwalał sobie, na powierzenie swych tajemnic takim.. nic nie znaczącym dla niego ludziom. Wątpił by w jego życiu pojawił się kiedyś ktoś odpowiedni, ale w tym przypadku postanowił nie ryzykować i cierpliwie czekać. Nie wybaczyłby sobie, gdyby niepowołane osoby dowiedziały się o jego sekretach, o których nikt nie miał najmniejszego pojęcia. Tak więc nikt też nie przypuszczał, że z Ethelyn będzie inaczej. I tu się pomylili. Pozwolił jej oglądać prawdziwego siebie, więcej razy, niż by wypadało. Cholernie tego żałował, ale jak to on, jednak nic nie mógł z tym zrobić. Nic, oprócz udawania, że wszystko jest jak dawniej. Że ona nic dla niego nie znaczy i nigdy nie znaczyła. Choć na jego usta cisnęły się słowa, nie przemówił. Blondyn nie wiedział, jak ma teraz postąpić. Po raz pierwszy w życiu czegoś nie wiedział. Mimo, że zawsze miał odpowiedzieć na wszystko, każdy gest i słowo dokładnie przemyślane, to teraz.. Mógł zaśmiać jej się w twarz? By poczuła dotkliwą kpinę wycelowaną w jej osobowość? By zgięła się wpół, nie potrafiąc złapać oddechu? A on patrzyłby, jak się dusi, jak nie może już nic więcej powiedzieć ani zrobić, jak błaganie o pomoc ginie gdzieś między słabszym już charkotem a niepokojącą ciszą... Mógł ją wyśmiać, wyśmiać jej słabości i błędy.. Miał pełne prawo aby się tak zachować. Ba, to byłoby nawet bardzo, ale to bardzo w jego stylu. W stylu Scorpiusa Malfoy'a, który swoje wady, obraca w zalety, a innych miesza z błotem. Wystarczało, że jemu żyło się dobrze, że on nie miał żadnych problemów, żadnych kłopotów i świat mógł się walić. Byle tylko on był zadowolony, uszczęśliwiony i usatysfakcjonowany.
- Ale wiem. Wiesz dlaczego? Bo znam SIEBIE. - powiedział najspokojniej jak tylko mógł, dobitnie akcentując ostatnie słowo. Nie musiał być jasnowidzem, żeby domyślić się, jakby to wszystko się skończyło. Prawdopodobnie, nawet, gdyby przeżyli wspólnie piątą klasę, na początku szóstej wszystko by się rozpadło. Dlaczego? Bo Scorpius lubił być sam. On to k o c h a ł. Co innego związki z płytkimi dziewczynami, z którymi wiązał się tylko i wyłącznie dla reputacji, a które go zupełnie nie obchodziły. A co innego związek z dziewczyną, która włazi w jego życie z butami i stara się wszystkiego o nim dowiedzieć. Wszystko ją obchodzi, dosłownie wszystko. Mało tego, stara się go zmienić. Nieświadomie lub nie, ale robi to. A on nie mógł sobie na to pozwolić. Musiał pozostać sobą. Nie chciał dłużej tu stać i tym samym wdawać się w rozmowy, które jego zdaniem, były bezsensowne. Nic nie mówiąc przeszedł obok Ethelyn, wymijając ją i udał się w stronę zakazanego lasu, z którego ona wcześniej wróciła. Wsunął dłonie do kieszeni i nie oglądając się za siebie, zniknął jej z pola widzenia.
avatar
Scorpius Malfoy
Prefekt
Kapitan

Liczba postów : 110
Czystość krwi : Czysta
Klasa : VI
Dołaczył : 29/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kryty most

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach