Taras

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Taras

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lis 28 2010, 18:35

Ot, kolejny, nikomu na nic nie potrzebny kawałek pustej przestrzeni, otoczony barierką. Umieszczony jest on tuż nad jeziorem. Po jego lewej i prawej stronie zwisają kamienne misy, w których wieczorami płonie ogień. Stoją tu także dwie, dość niskie, kamienne ławki.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 619
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Nie Gru 26 2010, 22:41

Rose potrzebowała odpocząć. Od wszystkiego. Święta właściwie już minęły. Teraz czekać już było tylko Sylwestra i Nowego Roku, a potem można było wrócić do tego całego szkolnego rozgardiaszu i spróbować zapomnieć. Kiedy tylko zdała sobie sprawę z tego, jak wielkim błędem było pozostanie w zamku chciała się z niego wynieść. Ale potem uznała, że to byłoby tchórzostwo. Z drugiej strony, nie chciała, żeby Malfoy myślał, iż została tutaj z jego powodu. Co to, to nie! Było wręcz przeciwnie! Była pewna, że on wyjedzie. Tak zwyczajnie pewna. Ale kiedy szkoła opustoszała, a ona ujrzała go na wigilijnej kolacji, zrozumiała swój błąd. Pojęła, że od samego początku podświadomie wiedziała, że on zostanie. Przecież nigdy nie chciał wyjeżdżać do domu na święta. Przecież tak często widywała go pod tą wierzbą. Tak często podsłuchiwała, gdy mówił do samego siebie; narzekał na rodziców, na Boże Narodzenie i cały cyrk z nim związany. I kiedy nad tym tylko pomyślała, zrozumiała, że od początku wiedziała, że on tu zostania. I podświadomie chciała się z nim widywać. Wcale nie chciała wyjeżdżać i zapominać. A ta świadomość sprawiła, że czuła się wyjątkowo źle. Szczególnie dlatego, że była pewna, iż on nie odbiera tego w ten sam sposób. Była pewna, że to wszystko jest tylko grą. Że ona zaczyna się zadurzać, a on to wykorzysta. I postanowiła coś z tym zrobić, ale póki co nie miała konkretnego pomysłu co...
Siedziała na ławce i popijała Piwo Kremowe, które wyniosła z kuchni. W jej torbie spoczywał prawdziwy alkohol, ale wolała go zostawić na później. Ostatnio zdecydowanie zbyt wiele piła, ale nie czyniła sobie z tego powodu wymówek - w końcu przechodziła trudne chwile, czyż nie? Tak, czy siak, siedziała i piła. I z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że jest skończoną kretynką, a Malfoy miał co do niej rację. Co gorsza, była pewna, że Albus słusznie na nią naskoczył. Że powinna była go posłuchać i odejść wraz z nim, a nie zostawać ze Scorpiusem...

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Nie Gru 26 2010, 23:10

Święta, święta i po świętach. Casey Curtis również ubolewał, że nie było mu dane dotrzeć do domu w ten jakże iście magiczny czas. W końcu w Birmingham czekało na niego ukochane rodzeństwo. Nie mógł obserwować ich roześmianych twarzyczek, kiedy rozpakowywały prezenty, kiedy śpiewały kolędy, zajadały świątecznym puddingiem, który zazwyczaj i tak lądował na kremowym dywanie w głównym salonie. C.J. nie miał takich problemów, jak Rose. Nie musiał znosić obecności osób, których nie lubił - po prostu ich omijał, nie zwracał uwagi. Nie musiał też zastanawiać się, czy się w kimś zadurza, czy też nie, zwyczajnie nie miał takich problemów. Żył chwilą, myślał tylko o tym, co durnego dziś odwalić, z kim się napić i kogo przelecieć, ot niezbyt skomplikowane życie. Jego nikt nie wykorzystywał, bo nie miał niczego do zaoferowania, a nawet sam często żerował na innych, podbierał fajki, alkohol, czyste skarpetki. Irytował go jedynie fakt, że w tym świątecznym okresie gro osób postawiło sobie za punkt honoru zdenerwowanie C.J'a. Przez cały czas ktoś pytał go, czy nie ma czegoś do zjarania, zaćpania. Ależ my rozumiemy, że zbliża się międzynarodowy dzień kaca, a wcześniej ogólnoświatowa biba, z której każdy musiał skorzystać do cna, ale bez przesady, Curtis też ma swoje życie. Marne, bo marne, ale życie.
W ten grudniowy wieczór Weasley nie była jedyną osobą, jaka postanowiła wyrwać się na chwilę, czy dwie z zamku i zaczerpnąć odrobiny świeżej samotności na łonie natury. Tyle że Gryfon nie chował po torbach alkoholu, on trzymał go bezprecedensowo w dłoni, nie bojąc się, że ktoś go przyłapie. W końcu nie dość, że nic go nie obchodziło, to było ciemno, co zmniejszało ryzyko dojrzenia potarganej etykiety z odległości dalszej niż pięć cali od punktu docelowego. Brunet mknął śnieżną zaspą w stronę tarasu, gdzie zwykł zatrzymywać się przy płonących misach i rozmyślać nad ludzkim istnieniem. Czy czymś w ten deseń... Chłopak ziewnął przeciągle i na tyle głośno, by Rose go dosłyszała i uśmiechnął się przebiegle, kiedy i jego oczy dostrzegły rudowłosą postać.
- Nie za późno na takie spacery, panno prefekt? - spytał, podchodząc bliżej i stanął nad Ślizgonką, wpatrując się w nią wyczekująco. Może i nie pałali do siebie zbyt wielką sympatią, ale Curtis wychodził z założenia, że nie ma na świecie dwóch takich osób, między którymi nigdy nie wywiąże się jakaś pozytywna sytuacja. Wystarczy się uśmiechnąć, rzucić jakimś niezobowiązującym hasłem, a reszta sama się jakoś potoczy.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Nie Gru 26 2010, 23:23

Problem Rose polegał na tym, że osoba, która do tej pory znajdowała się na samym szczycie jej największych wrogów, niespodziewanie spadła z tej pozycji i uplasowała się o wiele niżej. Z punktu widzenia Róży o wiele za nisko. I kiedy w zamku było tak niewiele osób, a persona, której chciało się uniknąć za wszelką cenę, należała do tego samego domu, co ty to ciężko było zwyczajnie uniknąć spotkania. I wpadało się na siebie w najmniej odpowiednich momentach.
Weasley także do tej pory wiodła życie równie mało skomplikowane, co i jego. Może nie myślała o tym, kogo przelecieć, ale zajmowała się wyłącznie nauką, imprezami, odejmowaniem punktów i uwodzeniem chłopców. Nie musiała myśleć o tym, że całkiem przypadkiem w którymś momencie zapała do jednego z nich silniejszym uczuciem. Przede wszystkim dlatego, że do tej pory wydawało jej się, iż nie wierzy w miłość, a ta omija ją szerokim łukiem, nie uważając, by było właściwym dotykać kogoś takiego, jak Rose. A jednak amor bywa złośliwy, a sama miłość niezwykle ślepa. Co prawda nie miała jeszcze pewności, że to, co czuje to właśnie miłość, ale była przekonana, że z całą pewnością nie można tego zaklasyfikować do kategorii: nienawiść...
Może i potargana etykieta przeszkodziłaby innemu prefektowi w dowiedzeniu się tego, co też Curtis trzyma w swojej łapce, ale z całą pewnością nie przeszkodzi Rose. Z prostego powodu - ona alkohol wyczuwa na kilometr. A szczególnie wtedy, kiedy ma nań ochotę, a Kremowe, którym ją próbowała zabić się kończy... Dlatego też najpierw poczuła zapach samego trunku, a dopiero później dostrzegła jego właściciela. I wbrew sobie uśmiechnęła się lekko, jak gdyby się go tutaj spodziewała. W każdym razie, mimo że chciała pobyć sama nie miała mu za złe, że się tu zjawił. Oczywiście do momentu, aż ją wkurzy...
- To pytanie raczej powinieneś zadać sobie. Ja mam prawo przebywać poza dormitorium po ciszy nocnej - ty nie. No i do tego alkohol... Naprawdę nie uważasz, że straciłeś już dość punktów? - zapytała, przechylając lekko głowę i wyciągając sugestywnie rękę w jego stronę.
Chyba oczywiste było, że chciała się napić, a nie widziała powodu, by musiała otwierać własną butelkę. Rum jest zbyt drogi i dobry, by marnować go na taką chwilę. Szczególnie, że przed butelką Kremowego, którą zdążyła opróżnić, wypiła już go wystarczająco dużo, by w tej chwili nie życzyć Curtisowi śmierci...

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Nie Gru 26 2010, 23:46

Przecież nie mogło być aż tak źle! Trzeba mieć tylko w zanadrzu pewną umiejętność, pozwalającą zamienić swoje wady na zalety, a także dystans do własnej osoby i umiejętność trzeźwego myślenia w sytuacjach z góry określonych mianem beznadziejnych. Wtedy panna prefekt nigdy już nie musiałaby obawiać się osób, których nie chciała w danym momencie widzieć. A zresztą, na Merlina, była Ślizgonką, czy tam wszyscy nie są wstrętni, wredni i gardzący całą resztą? Różyczka mogłaby czasem skorzystać z tejże możliwości, obrzucić wstrętnym spojrzeniem daną postać i wrócić do przerwanej czynności, Curtis robił tak niemal bez przerwy.
Miłość, czymże jest miłość? C.J. potrafi kochać wyłącznie miłością braterską, typową dla adeptów Domu Lwa. Nikt nigdy wcześniej nie targnął się z motyką na słońce, z miodem na twarde, gryfońskie serducho, a i on nie poczuwał się do odpowiedzialności za swój duchowy rozwój. Było mu dobrze tak, jak było, nie chciał niczego zmieniać. No, może trochę więcej alkoholu by się przydało i trochę mniej zajęć. Laski i ćpanie sam sobie załatwi.
Do momentu, aż ją wkurzy, czyli... już?
- Gdzie tam dość - prychnął, machnąwszy nań lekceważąco ręką. Ujemnych punktów nigdy dość! Przez dwa lata je zbierał, teraz niech inne lamusy o nie powalczą, póki nie zrozumieją, że ten owczy pęd do niczego nie prowadzi, prócz triumfu nauczyciela, opiekującego się danym domem. - Młodsi zbierają, to ja marnuję, jakaś symbioza musi być! - zaśmiał się, przeczesując palcami lewej ręki gęste, ciemne włosy.
Gryfon uniósł butelkę na wysokość piersi i przyjrzał jej się, jakby oceniając, czy warto jest dzielić się tak rozkoszną whisky z panienką Weasley, po czym westchną tylko i podał Ślizgonce świeżo otwarte szkło. - Swoją drogą, dziękuję za jakże ciepłe liściki. Były swoistym polepszaczem humoru - przypomniał sobie o groźbach, słanych przez sowy. Bez pytania zajął miejsce obok Rose i spokojnie czekał, aż dziewczyna odda mu jego alkohol.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 27 2010, 00:03

Ona niby radziła sobie całkiem dobrze w sytuacjach, które wszyscy uznawali za beznadziejne. Zawsze miała łeb na karku i wykazywała się trzeźwym spojrzeniem, ale jednak nie było jej łatwo. A jeśli chodzi o wredność, złośliwość i całą resztę, to akurat była w tym lepsze od wszystkich, choć może to nie jest tak do końca pozytywna sprawa, którą warto się chwalić. Tak, czy siak - obrzucała Scorpiusa nienawistnym spojrzeniem, bez przerwy rzucała jakimiś złośliwymi komentarzami, ale nie o to chodziło. Rzecz w tym, że w głębi duszy nie miała już tego przekonania, co wcześniej. Nie była pewna, czy to wszystko jest właściwe. Miała wrażenie, że naprawdę ta cała nienawiść w tej chwili jest całkowicie udawana i już.
Rose była pewna, że to, co było wcześniej całkowicie jej odpowiadało. W tej chwili jednak pewność ta została załamana. Naprawdę miała wątpliwości, czy miłość jest tak zła, jak jej się wydawało. Cóż, sama w sobie... Sama w sobie potrafiła być przyjemna. Wyjątkowo przyjemna. Ale jeśli obdarzało się nią kogoś, kogo nie powinno. Jeżeli zaczynało się czuć coś więcej do swojego największego wroga zaczynały się problemy. Bo jak tu poradzić sobie z czymś takim? I jak wybrnąć z niekorzystnej sytuacji? Racjonalne spojrzenie na świat nie wystarczy. Trzeba czegoś więcej, ale Rózia nie miała pojęcia czego. Wiedziała tylko, Score nie jest już tylko wrogiem. Że awansował i wcale nie jest z tego zadowolona, choć z drugiej strony nie czuje, by było to coś złego. Oczywiście do momentu, aż nie stanie się słaba, a wtedy on uderzy i ją zniszczy...
Czy ja wiem? Niby łatwo ją wkurzyć, ale żeby aż tak...
Również prychnęła. Ona nienawidziła tracić punktów, choć oczywiście wyłącznie teoretyzowała. Nie znała tego uczucia, bo nigdy w życiu nie straciła choćby jednego punktu. To w ogóle nie wchodziło w grę. Ona była z tych, którzy je zdobywali. Kochała te chwile kiedy nauczyciel mówił: "Dziesięć punktów dla Slytherinu! Brawo, panno Weasley!" Dla nich warto było się uczyć.
- Jesteś niepoprawny - mruknęła tylko, nie widząc wyraźnego powodu, by się z nim teraz kłócić.
Odebrała od niego whisky i wzięła spory łyk, czując jak alkohol zaczyna szumieć w jej głowie. Z każdą chwilą coraz bardziej i bardziej. Już dawno nie wypiła tak dużo. Jeszcze chwila, a odpadnie, a tego bardzo nie chciała. Ale z drugiej strony... Może jednak jej się uda... Cóż, zawsze warto próbować. Dlatego też napiła się jeszcze trochę. A potem... A potem bezceremonialnie wpakowała na kolana Gryfona, siadając na nim okrakiem i po raz kolejny przykładając butelkę do ust. Wcale nie zamierzała mu jej jeszcze oddawać. Za bardzo smakowała jej ta whisky.
- Zawsze do usług - mruknęła całkiem trzeźwym głosem.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Pon Gru 27 2010, 00:27

Skoro było aż tak źle, skoro czuła, że te kłótnie nie mają przyszłości, to dlaczego tego nie przerwała? Nie mogła po prostu spuścić z tonu i zamiast go atakować, po prostu ignorować i odpowiadać beznamiętnym, obojętnym tonem? Wtedy jakże łatwo dało się rozpoznać prawdziwe intencje tej drugiej strony, która albo atakowała dalej, albo również dawała na wstrzymanie, albo po prostu przestawała być opozycją, a wręcz przeciwnie - dobrym znajomym. Zresztą, co my tu pomagamy, przecież C.J. nigdy nie był w takiej sytuacji, on nigdy nie stopował, zawsze zwarty i gotowy do ataku.
Skoro blondasek tak prędko awansował w hierarchii panny Weasley, to nie chcemy wiedzieć, jak niskie ma ona wymagania. Żeby podnieść się w Curtisowej piramidce, potrzeba nie lada wyczynu, aby C.J. kogoś zauważył. Może dlatego zawsze otaczał go tłum znajomych, ale przyjaciół szukać niczym w stogu siana z latarką, nie mówiąc już o kimś, komu C.J. pozwoliłby przedostać się do swojego wnętrza, jakże skutecznie chronionego przed wszelkimi zewnętrznymi czynnikami przez tyle lat.
Oj, no dobrze, zawsze dobrze jest usłyszeć pochwałę, Gryfon nie był kimś, kto z punktami ma styczność wyłącznie w momencie, gdy są mu one odbierane. W końcu na lekcjach eliksirów, na transmutacji wielokrotnie zyskiwał je dla swojego domu. Były to jedyne dwa przedmioty, z których się przykładał. No i obrona przed czarną magią, mroczne zaklęcia, uroki, klątwy, jednakże nic nie mogło równać się z kłębem granatowego dymu, unoszącego się nad osmolonym kociołkiem z wrzącym eliksirem.
Niepoprawny? To ci dopiero. Szatyn wzruszył obojętnie ramionami, obserwując kątem oka, jak jego alkohol niknie w oczach. Czyżby aż tak była spragniona procentów, czy może miała poważny powód, dla którego chciała wyzbyć się wszelkich pokładów świadomości? C.J. niemal nie zareagował na to, co wydarzyło się w następnej chwili. Nie zaoponował, kiedy Ślizgonka wstała i bezprecedensowo usadowiła się na jego kolanach, jak gdyby byli najlepszymi pod słońcem przyjaciółmi.
- Spokojnie, nie przywiązuj się tak, ukradłem ją staremu Filchowi podczas ostatniego szlabanu - mruknął, marszcząc brwi. Objął Rose ręką w pasie, by nie poleciała do tyłu. Nie wiedział, jak mocną ma ona głowę i jak prędko będzie musiał ją dotaszczyć do szkoły, ciągnąc za włosy po tym bieluśkim śniegu. Nie przejmował się tym, że wylądował w jakże dwuznacznej pozycji z panną prefekt, bardziej martwił go fakt ubywającej whisky.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 27 2010, 00:48

Bo nie potrafiła! To nie było tak łatwe, jak się wydawało. Znali się od zawsze i od zawsze pałali do siebie nienawiścią. Zawsze się kłócili, zawsze sobie dogryzali i szukali sposobów, by uprzykrzyć sobie wzajemnie życie. Ona również nigdy się nie wycofywała. Zawsze stawała po drugiej stronie barykady z różdżką w pogotowiu i milionem ciętych ripost. Nigdy nie dawała za wygraną i nie odpuszczała. Zawsze chciała mieć ostatnie słowo, choćby przez to miał się skończyć świat. Scorpius był jej potrzebny, ale bała się, że nie będzie potrafiła być jego przyjaciółką, a tym bardziej dziewczyną. Tak na serio, a nie na pokaz. Miała wrażenie, że potrafią się wyłącznie nienawidzić. Że jeśli spróbują coś zmienić to wtedy wszystko legnie w gruzach i nic już im nie zostanie...
Rose miała niewielu przyjaciół. Właściwie takich prawdziwych było tylko dwoje. W jej hierarchii właściwie nie można było awansować. Scorpius był pierwszym, któremu się to udało i zapewne ostatnim. Co gorsza, udało mu się to wbrew woli samej zainteresowanej. Ruda miała naprawdę wielu znajomych, jeszcze większe grono wrogów, ale przyjaźniła się tylko z wybrańcami. I tylko wybrańców dopuszczała blisko siebie.
Eliksiry były jej pasją i obsesją. Nie mogła sobie pozwolić na ocenę niższą niż Wybitny z tego przedmiotu. Po prostu świat by się dla niej wtedy skończył.
I to, i to. Miała dobry powód. Próbowała zapomnieć. Ale próby nic nie dawały. Im więcej piła, tym wspomnienia były ostrzejsze, ale w tej chwili nie miała ochoty przestawać.
A ubywającą whisky nie musiał się martwić. Miała jeszcze rum i czystą w torbie...
- Nie zamierzam - mruknęła tylko, oddając mu butelkę.
Mógł być spokojny. Nie zamierzała doprowadzić się do takiego stanu, by musiał odprowadzać ją do jej dormitorium. Właściwie, to nie zamierzała tam dzisiaj wracać. A już na pewno nie pozwoli mu na to ciągnięcie za włosy.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Pon Gru 27 2010, 01:29

Skoro było aż tak strasznie, to... Curtis nic nie mógł na to poradzić. W końcu jeśli ludzie sami nie dostrzegą potrzeby zmian, to nikt tego za nich nie zrobi, nic nie ruszy z miejsca. Bo przecież nie da się zmieniać innych bez ich woli. A co do tego legnięcia w gruzach, to prosimy pamiętać, panno Weasley, że Curtis tu jest i czeka z buteleczką gorzałki, zawsze otwarty i chętny do rozmowy, o ile nie posuwa właśnie jakiejś napalonej nastolatki, spragnionej pozbycia się wszelkich oznak dziewictwa z tym jakże cudnym kochankiem, jakbym niepodważalnie był Junior.
Co do eliksirów, to w tym miejscu mogliby przybić sobie piątkę, albo żółwika, jak kto woli, jednakże tylko do pewnego stopnia, albowiem jemu nie zależało na ocenach. Uczył się tego, co wydawało mu się interesujące, a nie zawsze to, co akurat przypadało na zajęcia, zdolne było do zaabsorbowania Curtisowego czasu do tego stopnia, by uważał przez całą godzinę lekcyjną.
Wspomnienia piękna rzecz, a te odpowiednio doprawione alkoholem - uh, uh! Dlaczego zatrzymywać się, rozpaczać i rozpamiętywać te okrutnie kotłujące się myśli, skoro można zastąpić je innymi, o niebo przyjemniejszymi? Przecież wystarczy się uśmiechnąć do odpowiedniej osoby. Szerzej, jeszcze trochę! O, dokładnie tak, radzimy nie zapominać o butelce czystej w ramach załącznika.
Nie zamierza? A to ciekawe, ciekawe, cieszmy się, że whisky wróciła do prawowitego posiadacza. Toż to iście męski trunek, nie przystoi kobiecie. Tak jak i rum, który skutecznie skryła w swej torbie, do którego C.J. nie miał jeszcze dostępu, ale kto wie, może uda mu się do niego dorwać?
Chłopak odebrał od płomiennorudej butelkę, upijając z niej syty łyk, wciąż nie spuszczając wzroku z Weasley. - A tak na poważnie, to co cię tu przywiało? Jakieś sprawy niecierpiące zwłoki do rozważania? - spytał, nie chcąc tkwić w ciszy. Swoją drogą, to bardzo lubił pomagać ludziom, zwłaszcza jeśli chodziło o porady. Jeżeli w grę wchodziła wiedza szkolna, Curtis chylił czoło i zwykle odchodził na bok, lecz gdy chodziło o życie, to kto był w tej całej szkole lepiej przez nie doświadczony, niż ten szóstoklasista? Właśnie.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 27 2010, 01:43

Najgorsze, że Rose była na tyle inteligentna, by o tym wszystkim wiedzieć. Zdawała sobie sprawę z tego wszystkiego i tym gorzej się czuła, nie mając pojęcia, co z tym zrobić. Była tak bardzo zagubiona, jak jeszcze nigdy w życiu i póki ktoś nie wskaże jej właściwej drogi pozostanie na tym bezdrożu, błąkając się bez wyraźnego celu i nadziei na lepsze. A jego buteleczkę i obecność zamierzała wykorzystać. Oczywiście nie w ten sposób, w który on by wykorzystał ją, ale przecież Rose ma różne pomysły. Niejednokrotnie szalone, ale to już inna sprawa... I całe szczęście, że miała jeszcze choćby szczątkowe pokłady samokontroli, a jej głowa była na tyle mocna, by jej dziewictwo pozostało na swoim miejscu, mimo bliskich kontaktów z osobnikami pokroju C.J.'a...
Owszem, mogli. A jeśli chodzi o jego upodobania, to coś o tym wiedziała. Przecież zdarzyło się kilka razy, że psor sparował ich podczas zajęć, co było dla niej niemal tragedią. W efekcie, kiedy jemu akurat jakiś eliksir nie przypadł do gustu ona musiała odwalać całą brudną robotę, bo za bardzo zależało jej na ocenie. Co nie zmienia faktu, że i tak stawiała na swoim i w efekcie on nie zdobywał punktów dla swojego domu. Niech mu będzie - może dzięki niej otrzymać W, ale nie pozwoli, żeby Gryffindor prześcignął Slytherin...
Tylko czemu te wspomnienia nie chciały zniknąć? I mimo nowych wcale nie zostały wyparte z pamięci, a wręcz przeciwnie...?
Może uda, a może nie, kto wie? Póki co butelczyna spoczywała bezpieczna i skryta przed oczami łakomymi na alkohol. Ale jeszcze chwila i Rózia ją wyciągnie, bo jej ochota na rum była coraz większa...
- Nic szczególnego. Szukałam spokoju - odpowiedziała, wzruszając ramionami i zarzucając mu ręce na szyję, by zapewnić sobie stabilność.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Pon Gru 27 2010, 19:53

Uuu, już czekamy na to całe "wykorzystywanie". Curtis lubi być wykorzystywany, zwłaszcza przez takie piękne, ślizgońskie wiewióry. Zawsze jednak mógł odmówić, wtedy nie owijał niczego w bawełnę, a po od razu przerywał całą akcję, co się będzie przejmować. Albo bawimy się na jego zasadach, albo nie bawimy się w ogóle. Co się tyczy samokontroli i osób pokroju C.J'a, to można Curtisowi zarzucić wszystko, oprócz kłamstwa i tego, że robi coś na siłę. Jeśli któraś dziewczyna powiedziałaby mu, że nie życzy sobie, by się do niej dobierał, będzie przy tym tkwił do końca. Znaczy dopóki nie dostanie zielonego światła.
Mógł dostać wybitny dzięki niej? Och, jakaż litość przez nią płynie! Cudna Rose, dziękujemy za Twą wspaniałomyślność! Jeszcze gdyby tylko to go obchodziło...
- No tak, a ja jak zwykle przeszkodziłem - mruknął, zdając się w ogóle tym nie przejmować, gdyż na jego twarzy wciąż tkwił przebiegły, ironiczny uśmieszek, typowe. Dziewczyna tymi swoimi rękoma ograniczyła mu dostęp do whisky. Biedny C.J., cóż on teraz zrobi? Nie za bardzo miał pole do manewru, dlatego też wbił butelkę w śnieg tuż obok ławki i objął Rose drugą ręką. Przyszedł nad jezioro w rozpiętej kurtce i było mu trochę chłodno, więc nieznacznie przysunął Ślizgonkę do siebie. - Ale jakaś kara musi być - zawyrokował, utkwiwszy wzrok ponad głową panny prefekt, utkwiwszy go w czarnej, błyszczącej tafli jeziora. Fajnie byłoby się w nim teraz zanurzyć. Żywe emocje, niezapomniane wrażenia i zapalenie płuc gwarantowane. Przynajmniej ominie go test z OPCM.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 27 2010, 20:55

Więc był, mimo wszystko, dżentelmenem jakich mało obecnie na świecie. Wiele słyszała o dziewczynach, które mimo że nie chciały traciły to, co zamierzały zachować. Bo zdarzało się wielu sukinsynów, którzy mieli gdzieś to, czego pragnie dziewczyna i co jest dla niej ważne. Byle zaspokoić własne żądze, a cała reszta niech się buja i pocałuje ich... wiadomo gdzie. Dlatego też Rose ceniła takich chłopaków, jak Curtis, choć nigdy by żadnemu o tym nie powiedziała. Fakt faktem, nigdy nie tolerowała ludzi, którzy do czegoś ją zmuszali. To zawsze ona dyktowała warunki. Zdarzył się kiedyś jeden, który próbował ją wykorzystać. Kiepsko skończył. Chodzili ze sobą zaledwie dwa tygodnie, a potem Róża posłała go do św. Munga na czwarte piętro, gdy próbował wsadzić łapy tam, gdzie nie powinien...
Jego to nie obchodziło. Za to ją - bardzo. I to ich przede wszystkim różniło. Nie wyobrażała sobie, żeby mogła kiedyś "olać" jakiś test, czy też wypracowanie. Nie oddawała ich wyłącznie, gdy miała poważny powód, a do tej pory zdarzyło się to dwa razy. I za każdym razem leżała wtedy chora w szpitalniaku...
- Tak bym tego nie nazwała - wzruszyła ramionami.
Wcale nie miała mu za złe, że się tu pojawił. Nie uważała, by jej przeszkodził - nie miał w czym. Zresztą, tak naprawdę uciekała wyłącznie przed Scorpiusem, więc jego obecność akurat nie należała do rzeczy, które były jej w tej chwili przykre. A biorąc pod uwagę procenty w jej organizmie było nawet przeciwnie...
Kiedy ją do siebie przysunął poczuła ciepło, bijące od jego ciała i wcale nie zamierzała się odsuwać. Wręcz przeciwnie - znalazła się jeszcze bliżej, a jej rude loki opadły na jego policzki, gdy pochyliła się nieznacznie.
- Masz na myśli jakąś konkretną karę? - zapytała z wyraźną ciekawością.
Brr... ona wcale nie miała ochoty na kąpiel w jeziorze. Było na to za zimno...

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by C.J. Curtis on Wto Gru 28 2010, 10:13

W takim razie "takich sukinsynów" na przyszłość prosimy nie kojarzyć z C.J'em. Może i jest wstrętną szują, ale bez przesady, miewa ludzkie odruchy. No i z całą pewnością bałby się stanąć na drodze pannie Weasley, ściągając tym samym na siebie niemałe kłopoty. Oj biedny on, gdyby podzielił los tego posłanego do Munga gościa. Curtis słyszał o nim i przechodził go dreszcz za każdym razem, jak tylko przypominał sobie wygląd tego machniętego zaklęciem uczniaka. Zaklęciem, phi! Toż to jakaś klątwa. Panienka Weasley nieźle pochwaliła się swoimi umiejętnościami, rodzice z pewnością byli dumni z ukochanej córeczki.
Curtis starał się omijać szpital szerokim łukiem. Raził go ten zapach, kolor ścian, kształt pomieszczeń, wygląd łóżek. Z resztą, wszystko tam było okropne. No, może oprócz pani de Geneville, bo dla niej, to mógłby przychodzić tam codziennie.
- Ależ Różyczko, wiem, że byś tego tak nie nazwała, bo mnie uwielbiasz - odparł takim tonem, jakby stwierdzał najzwyklejszy w świecie fakt, jakby na przykład mówił o tym, że magia istnieje. - Po prostu chciałem się z tobą podroczyć. - Zbyt przesadzony, udawany uśmiech i uszczypnięcie w bok. Weasley nawet nie zauważyła, gdy C.J. wniknął swą ciepłą łapą pod kurtkę Ślizgonki. No tak, była ciepła, co innego, gdyby dotknął ją lodowatą dłonią. Z pewnością zostałby potraktowany solidną partią decybeli i rękoczynów, czego w tym momencie również nie można było wykluczyć. Słysząc pytanie, przesunął na nią swój wzrok. - A miałabyś dla mnie coś specjalnego? - zapytał, a na jego usta powrócił uśmieszek.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Rose Weasley on Wto Sty 04 2011, 14:34

Mimo wszystko zaśmiała się nieco zbyt wesoło, jak na nią.
- Coś wymyślę - mruknęła tylko, po czym zsunęła się z jego kolan i stanęła (nieco krzywo) na własnych nóziach.
- Nie śledź mnie - dodała, uśmiechając się łobuzersko i po chwili zniknęła z jego pola widzenia...

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Taras

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach