Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dziedziniec

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lis 28 2010, 18:36

Jedno z ulubionych miejsc wszystkich palaczy. Bezkarnie można posiedzieć sobie na marmurowych balustradach, bądź na rzeźbionych kamiennych ławeczkach otaczających marmurową fontannę. Widać stąd doskonale wieżę zegarową i większą część błoni, a także trenów wykraczających poza tereny zamku. Jest to dosyć ładne, a wręcz czarujące miejsce. Trochę spokoju, szumiąca woda, spływająca z kamiennych rzeźb, gdzieniegdzie kępka zielonej trawy, bluszcz pełznący po kamiennych ścianach… Można by rzec – oaza spokoju.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 619
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Nie Gru 19 2010, 20:39

Chłód nocy błąkał się na zewnątrz zamku, próbując się jakimś cudem dostać do wewnątrz, czekając tylko, aż jakiś szaleniec postanowi otworzyć drzwi i wymknąć się, by zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza, tudzież uciec do Hogsmeade, by ogrzać się przy kuflu złocistego miodu. Przyspieszony tupot stóp, obijający się echem po ciemnym korytarzu natychmiast zdradził, że ktoś zamierza uciec z balu. Nikt się jednak nie przejął tym, że dwójka skąpo ubranych uczniów mknie właśnie w stronę wyjścia. Ciemnowłosy chłopak pchnął drzwi, a chłodny wiatr natychmiast skorzystał z chwili i wemknął się do zamku. Para wyszła na dziedziniec, on widząc, jak skąpo ubrana jest jego towarzyszka, podaje jej swoją marynarkę i obejmuje ramieniem. Jemu zawsze było ciepło, chyba że stał zbyt długo w jednym miejscu przy niskiej temperaturze bez możliwości poruszania się. Wtedy chyba tylko wilkołakom i wampirom nie jest zimno. Para stanęła zaraz przy murze szkoły, gdyby byli przy fontannie, wiatr ogarnąłby ich z każdej strony, teraz nie było tak źle. Gryfon sięgnął do kieszeni spodni, nie odrywając wzroku od swojej urodziwej towarzyszki. Nie spytał, czy chce, by się z nią podzielił. Palenie zabija. Mimo to zapalił papierosa jedną z ulubionych zippo i zaciągnął się powoli. Nie przejmował się tym, co stało się w pokoju nauczycielskim. Ba, nie przejmował się ostatnimi dwoma minutami, kiedy to dyrektora przyłapała ich w jednoznacznej sytuacji.
- Palisz? - spytał w końcu, czując, jak dziewczyna zaczyna drżeć. Nie chciał, by marzła, ale sama wykazała chęć wyjścia z nim na zewnątrz.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Go?? on Nie Gru 19 2010, 21:03

Właściwie poszła za nim odruchowo, jakoś nie czując się jeszcze na siłach, żeby samotnie wystawać w Wielkiej Sali, biorąc pod uwagę fakt, że kilka osób na pewno widziało, że stringi założyła dopiero w Sali Wejściowej, nie wspominając o monologu McGonagall, który najwidoczniej rozwiewał wszystkie inne wątpliwości. I chociaż napawało ją to tylko radosno-żenującym uczuciem bycia przyłapanym na gorącym uczynku, stwierdziła, że wielkie wejście zrobi sobie później. Jak przejdą jej napady śmiechu, dopadające ją w prawie równych odstępach czasu, od kiedy pozwolono im odejść.
- Ależ panie Curtis, a gdzie poprawa zachowania? Nie mogłabym. – Dziewczę uniosło pretensjonalnie brwi, wtulając się w swojego towarzysza, tym razem nie tylko dla własnej przyjemności, ale i w poszukiwaniu ciepła. Lodowaty wiatr bezlitośnie chłostał jej odsłonięte nogi, ale nie tak, żeby nie mogła tego znieść. Z resztą, wciąż buzująca w jej ciele adrenalina w jakiś tam sposób chroniła jej stopy przed odmrożeniem, ale znów, nie była tym zainteresowana. – Ciekawe co sobie pomyślała, ona ma chyba ze sto lat, że też skojarzyła, o co chodzi. – Ślizgonka zmarszczyła lekko nosek, widocznie umierając z ciekawości, co też taka zeschła kobieta mogła przeżyć w pokoju nauczycielskim kilka minut temu. Pewnie szok. Devonshire uśmiechnęła się mściwie, o nie, nigdy nie lubiła nauczycielki transmutacji i teraz była już pewna, że z wzajemnością.
- Lubi cię – dodała jeszcze mimochodem, nadal przeżywając po raz któryś tamtą sytuację.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Nie Gru 19 2010, 21:14

Szkolna brać już niejednokrotnie widziała wpółnagie ciało Curtisa, także nie miał się on czego wstydzić, a nawet w pewnym stopniu mógł też przypisywać sobie cechy ekshibicjonistyczne. Napady śmiechu towarzyszyły także Gryfonowi, choć nie tyle sytuacja, w jakiej się znaleźli, była zabawna, ale i nie potrafił oderwać wzroku od ciemnowłosej Ślizgonki.
- Nie pier*** - odparł ze śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Rzeczywiście, pani profesor mogła mieć i nawet ponad setkę. Ojciec mu niejednokrotnie opowiadał, że pani McGonagall to stara zrzęda w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale nie bądźmy tacy niemili, kobieta się martwi o swoich podopiecznych, gdyby Blanche Fleur zaszła w ciążę, wszystko byłoby na jej głowie, jako zastępcy dyrektora. Nawet nie pozwoliła im dokończyć, a Curtis był tak ogarnięty przyjemnością, że nie chciało mu się krzyczeć na nauczycielkę.
- Doprawdy? - spytał po chwili, unosząc jedną brew, gdy zaciągał się po raz kolejny. - Ja też cię lubię, panno Devonshire - stwierdził szczerze. Co do tego, mogła mieć absolutną pewność, że C.J. mówił prawdę, w końcu brzydził się kłamstwem. - Mam nadzieję, iż to niefortunne zajście nie zmieni naszych relacji - wypuścił dym ze swoich sczerniałych już płuc i rzucił niedopałek na przysypaną śniegiem ziemię, a następnie zdusił go jeszcze butem.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Go?? on Pon Gru 20 2010, 19:59

- LUBI, nie LUBIĘ – dziewczyna uniosła cwaniacko brew. – W domyśle McGonagall, nasza psorka najdroższa, w końcu tak mało na ciebie krzyczała – wytłumaczyła cierpliwie. Osobiście podczas reprymendy poczuła się w pewnym momencie aż zawstydzona, ale trwało to tylko do momentu, w którym zerknęła na C.J’a, który wyglądał już wtedy na osobę bawiącą się znakomicie. Co się zaś tyczy odznaki prefekta, której odebraniem straszono młodą Ślizgonkę, po ledwie pierwszym półroczu nie czuła się z nią jakoś związana, ba, wydawało jej się, że ten kawałek blachy pasuje do niej tak, jak ona na członka drużyny quidditcha. Do jednego i do drugiego się nie nadawała, z czego doskonale zdawała sobie sprawę. Stąd też jej zdziwienie, gdy w wakacje dostała list ze szkoły zawierający właśnie TO. – Ale skoro się tak martwisz, to mogę cię zapewnić, że nasze relacje, jakiekolwiek by nie były, pewnie jakoś specjalnie nie ucierpiały – oznajmiła mu radośnie. Po części z tych starych powodów, z drugiej strony tym nieplanowanym wymuszeniem wyznania. Bo właściwie Blanche nie bardzo wiedziała, jak to z nimi będzie na przykład jutro, chociaż pewności, że dziwnie, pozbyć się nie mogła. W końcu nie z każdym, żeby nie powiedzieć z nikim, w tak niekonwencjonalny sposób znajomości nie zaczęła. Pozostaje już tylko czekać do pierwszego „cześć” na korytarzu, albo też jego braku.
- Ej, a tobie nie jest zimno? – zainteresowała się w końcu, kiedy wstrząsnął nią potężny dreszcz i mimo pożyczonej marynarki powoli zaczynała najzwyczajniej w świecie szczękać zębami. Sięgnęła dłonią do jego ręki, ale nie wyczuła za bardzo, żeby jakoś specjalnie różniły się stopniem lodowatości. Wyswobodziła się więc spod jego ramienia, stając do Gryfona przodem i wzięła tą jego dłoń w swoje dwie, próbując je jakoś rozgrzać.


Ostatnio zmieniony przez Blanche Fleur Devonshire dnia Wto Gru 21 2010, 22:29, w całości zmieniany 1 raz

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Wto Gru 21 2010, 22:25

Och, panienko Devonshire, nie trzeba się poprawiać, dopowiadać, ani niczego sprostowywać. C.J. to C.J, on miał swoje teorie i był ich zazwyczaj tak pewny, iż nie miał zamiaru ich zmieniać pod żadnym naciskiem. Dlatego też usłyszawszy podkreślający głos Blanche, Gryfon uniósł tylko jedną brew, uśmiechając się kącikowo w ironiczny sposób. Taa..., pomyślał jedynie.
- To, że ona mnie lubi, nie podlega jakiemukolwiek kwestionowaniu - zaśmiał się dźwięcznie, zaciskając uścisk na ramieniu Ślizgonki. Chłopak stanął frontem do niej i objął ją w talii drugą ręką, przyciągając do siebie tak, by między nimi chłód nie miał prawa bytu. - Ale ty też mnie lubisz i nawet się nie kryjesz. - Bezwzględne spojrzenie, jakże typowe dla Curtisa, utkwione było właśnie w lodowo błękitnych tęczówkach Blanche Fleur, jakby chciał ją nim przeszyć na wylot, wejrzeć wgłąb duszy i odczytać nawet te najgłębiej i najstaranniej ukryte tajemnice. - To dobrze - odparł swym niskim głosem, wciąż nie spuszczając wzroku z pięknej towarzyszki. Tak, zdecydowanie mógł stwierdzić, że była piękna, kiedy miał ją tak blisko siebie i to w dodatku przy świetle - lichym, ale świetle. Intrygujący makijaż, rozwiane włosy i ten kobiecy zapach... C.J. zamyślił się na moment, dochodząc do wniosku, że panna Devonshire to jednak nie jest taką straszną jędzą, jak ją opisują plotkary w Pokoju Wspólnym Gryfonów, kiedy ożywił go głos dziewczyny. Chwilę zajęło mu, zanim dotarł do niego sens jakże prostego pytania, po czym zaśmiał się.
- Ależ skąd! A bynajmniej nie teraz i zapewne nie w ciągu kolejnych pięciu minut - wyszczerzył się szeroko. Bez oporów podał mieszkance Domu Węża swoją dłoń i obserwował skupienie na jej twarzy, gdy próbowała się ogrzać. - Może wrócimy do środka? Jeszcze mi tu zamarzniesz, a ja nie mam ochoty targać cię do Skrzydła Szpitalnego - powiedział wciąż ciepłym głosem, choć wkradła się do niego surowa nuta. Szczękanie zębów było rozpraszające i deprymujące, zwłaszcza dla C.J'a, kiedy coś mówił, a jego rozmówca był bardziej zaabsorbowany tym, że jest mu zimno i nie potrafił skupić się na sensie przekazywanych mu przez Gryfona informacji.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Go?? on Wto Gru 21 2010, 23:01

Ba, Blanche Fleur w ogóle nie była jędzą, tylko po prostu zwykle pakowała się w sytuacje, które innym nie pasowały. Plus stereotypy, plus to, że zazwyczaj była sobą bardzo zaabsorbowana swoim wyglądem, bo go po prostu lubiła. I chyba logiczne, że była niemiła dla osób, które były niemiłe dla niej, stąd niezbyt pochlebna opinia na jej temat.
Niestety nie można mieć wszystkiego.
Odruchowo odwróciła wzrok pod wpływem jego spojrzenia, ale tylko na chwilę, z ciekawości, patrząc dalej. I tu już nawet nie chodziło o to, że podobała jej się barwa oczu Gryfona – pomijając smutny fakt, że podobał jej się cały, o czym się przekonała dzisiaj już tak do końca, - ale ich wyraz. Mógł być nawet bezlitosny, ale było w nim coś magnetycznego i intrygującego, przez co Ślizgonka zaczęła się zastanawiać, jak często używał tego na dziewczynach. Czuła się trochę jak banalny, podręcznikowy przypadek tego, jaka powinna być na to reakcja.
- No, skoro tak mówisz – stwierdziła w końcu, korzystając z bliskości i wtulając zmarznięty nos w jego koszulę, żeby go chociaż trochę ogrzać. Całą siłą woli zmusiła swoje ciało, żeby się jakoś uspokoiło i przestało drżeć, w odpowiedzi na jego następne słowa. Miała wrażenie, że nawet jak wrócą do środka, jej kroki wcale nie skierują się do Wielkiej Sali, a w pierwszej kolejności do lochów, żeby jakoś skontrolować to, co się z nią stało. Wiedziała, że już po incydencie w pokoju nauczycielskim musi być trochę potargana, a stanie na dworze pewnie to jeszcze pogorszyło.
- To pójdziemy za pięć minut – zarządziła nieco stłumionym przez materiał koszuli głosem. – I daj spokój, aż taka słaba nie jestem, żeby od zimna lecieć do skrzydła szpitalnego – żachnęła się, objąwszy chłopaka w pasie. Kuchnia, skrzydło szpitalne i sowiarnia to trzy szczęśliwe miejsca, do których Blanche przyzwyczaić się nie potrafiła, bo każde z nich pełne było czegoś, co budziło w niej odrazę. Sowy, skrzaty domowe i szpitalny zapach, no po prostu marzenie.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Wto Gru 21 2010, 23:23

Ależ to oczywiste, że nikt nie stara się być na siłę sympatyczniejszym i miłym tylko po to, by pokazać się z jak najlepszej strony, by wszystkim przyklejać się do tyłków. Nie, C.J. nigdy nie pozwoliłby sobie na coś takiego, to uwłaczałoby jego czci!
"Skoro tak mówisz", no jasne, że mówi! I to nie są słowa rzucane na wiatr, o nie! Zawierają w sobie głębię, ukryte znaczenie. Albo nie, nie ukryte. Przecież to jest zapisane czarno na białym. Do tej pory jedyną kobietą, która opierała się jego wdziękowi, była jego ukochana bliźniaczka, Eulalie, ale rodziny w to lepiej nie mieszać. Jeszcze ktoś coś opacznie zrozumie i wyjdzie pomieszanie z poplątaniem...
Skinął głową, zgadzając się z rozporządzeniem Blanche Fleur i oparł brodę na czole Ślizgonki, utkwiwszy wzrok gdzieś w granatowym niebie. - Może i nie. Lecz gdybym cię teraz gdzieś porwał i zamknął na chłodzie, to siłą rzeczy wylądowałabyś w końcu w tym chorym miejscu - stwierdził czysto teoretycznie, starając się dojrzeć między gęstymi chmurami choć pojedynczą gwiazdę, rozświetlającą nieśmiałym płomykiem smutne niebo. - Nie lubię szpitala. Wali w nim goździkami i jakimiś dziwnymi rozpuszczalnikami - westchnął, przedstawiając szatynce swoją opinię. Lewą ręką, którą dalej obejmował dziewczynę zaczął ją delikatnie smyrać po plecach, dodatkowo zmuszając krwinki do szybszego płynięcia przez żyły i tętnice panny Devonshire. C.J. odchylił się na moment, by spojrzeć znów na piątoklasistkę i zmrużył oczy. - Czy miałabyś coś przeciwko, gdybym cię jeszcze raz cię pocałował? - spytał powoli. Wolał się upewnić, niż dodać do kolekcji ślizgoński policzek. W końcu skąd miał wiedzieć, czy wtedy, w pokoju nauczycielskim, jej czymś nie uraził, nie zrobił czegoś ogólnie uznawanego za niedopuszczalne, co przeszkadzało Blanche Fleur, a nie miała wtedy odwagi, czy sposobności, by go o tym poinformować.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Go?? on Sro Gru 22 2010, 00:07

- I szpitalem – dodała z niechęcią, próbując jakoś w myślach przywołać ten nieprzyjemny zapach. Niestety w szpitalu św. Munga nie była nigdy, zaś ten szkolny ograniczył się do dwóch, trzech razy, kiedy było to absolutnie niezbędne. – Zamknąłbyś mnie na chłodzie? – zapytała niewinnym tonem. – Chciałabym to zobaczyć – dodała lekko podpuszczającym tonem, chociaż oczywiście nie miała najmniejszego zamiaru dać się porwać i zamknąć na chłodzie.
W tym momencie przeklinała to, że jest takim zmarzluchem, ale wyraźnie czuła już nie gęsią skórkę na łydkach, a irytujące szczypanie w miejscach, w które od czasu do czasu uderzał wiatr. Sfrustrowana, ignorowała to tak długo, jak tylko mogła, bo z doświadczenia wiedziała, że takie chwile jak ta nie przenoszą się w inne miejsca, nie przerywają się po to, żeby je później kontynuować, jak już warunki się poprawią. A szkoda. Blanche Fleur przede wszystkim uwielbiała się przytulać, a już na pewno do osoby, która czaruje każdą wypowiedzią.
- A co mam mieć przeciwko, to wolny kraj, rób co chcesz – uśmiechnęła się, ale dłonią powędrowała do jego twarzy, przesuwając się delikatnie po policzku chłopaka. Oczywiście jej postawa daleka była od obojętnej, ale nie wszystko musiała mu od razu wyznawać i pokazywać całą sobą, jak to bardzo jest na niego napalona i czego nie zrobi, żeby chociaż przez chwilę ją dotykał. Strzępki własnej godności o dziwo też chciała zachować, żeby na następny dzień nie obudzić się z kacem moralnym: wcale nie za uprawianie wolnej miłości w pokoju nauczycielskim, a właśnie za nieostrożnie dobrane słowa.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Czw Gru 23 2010, 19:56

- Oczywiście, że mógłbym to zrobić - odparł beznamiętnie, wzruszając jedynie ramionami. - Lecz wolę cię, gdy jesteś tutaj, na odległość ręki. - No tak, ten to nie potrafi przeżyć dnia bez macania. Nie ma cycków - dzień stracony.
Mieszkając w chłodnej Anglii, spędzając niemal każde wakacje i święta na zupełnej północy kraju, gdzie zamieszkiwała najbliższa rodzina jego matki, przyzwyczaił się do zimna, które z biegiem czasu nie doskwierało mu tak, jak innym. Oczywiście, nie pozostawał na nie kompletnie nieczuły, ale jego linia odporności przesunęła się nieznacznie ku górze. A panienka Devonshire powinna była powiedzieć C.J'owi, które miejsca ją szczypią i bolą, a z całą pewnością zająłby się nimi w taki sposób, by Ślizgonka poczuła się jak najbardziej komfortowo.
Wolność, równość, braterstwo, własne państwo na zawsze. Tak, tak, to hasło walczących Polaków, ale jakoś ładnie się wpasowało. Nie, nie wpasowało? No trudno, ale faktem jest, że Curtisowi podobała się dewiza Blanche Fleur, zgodnie z którą sam starał się żyć każdego dnia. Tym bardziej mu się podobała, że dostał oficjalne przyzwolenie na całowanie Ślizgonki. Uśmiechnął się więc nieco z triumfem, po czym przeczesał potargane już wiatrem ciemne włosy piątoklasistki, wplatając w nie palce, lekko smyrając u ich nasady. Jego pocałunek był powolny, delikatny, starał się rozkoszować tą chwilą, jakby robili to po raz pierwszy i jednocześnie ostatni. Z czułością i sympatią wpił się w usta dziewczyny, stopniowo pogłębiając pocałunek, który przerodził się w pełen namiętności uścisk. Szczerze mówiąc, to rzeczywiście czuł się tak, jakby robili to po raz ostatni, jakby skryci pod osłoną nocy, tylko tu mogli być chwilę ze sobą, jakby po wybiciu konkretnej godziny, ich ścieżki musiały się rozejść. Swoją drogą to ciekawe, jak będą na siebie reagować, widząc się na szkolnych korytarzach - czy będzie uśmiech, powitanie, czy raczej ucieczka spojrzeń.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Go?? on Czw Gru 23 2010, 21:38

I jak tu znów nie zacząć tematu romantycznej miłości z bajki, skoro wszystko – pomijając dotkliwie realne zimno, które w bardzo niesubtelny sposób próbowało zrujnować całą atmosferę – powoli zaczynało się na to składać? No, może pocałunki były za mało ckliwe, ale tego Blanche Fleur nie miała Caseyowi wcale za złe. Jeszcze by z nudów zasnęła, a to już na pewno nie byłoby zbyt fajne.
Chciała jednak wykorzystać chwilę maksymalnie, więc nie pozostawała bierna, oddając pocałunki, wtulona w chłopaka tak, że między nimi nie pozostał pewnie nawet marny centymetr odległości. Już jakiś czas temu przestała się zastanawiać nad tym, jak to będzie z nimi później. Nie był to raczej żaden podkład pod poważniejszy związek, ba, nawet pod taki zwykły, a to, że się czuła dobrze w jego towarzystwie teraz jakoby nie miało znaczenia, bo dziewczyna w pewnym sensie czuła się trochę jak pijana, co już zupełnie usuwało wszystkie jej opory. Z doświadczenia znała jednak takie przypadki, które bardzo lubiły wcale się nie przyznawać do tego, co robiły dzień lub dwa wcześniej, dlatego z góry nie nastawiała się na żadne cuda. Z jednej strony niby wcale jej nie zależało, a z drugiej, chyba jak każdy, nie bardzo lubiła być perfidnie ignorowana przez byle chłopaczynę, stąd też wiele dziewczyn uwielbiało już na samym wstępie pokazywać, jak to bardzo im nie zależy, żeby potem uniknąć właśnie tego moralnego kaca i unikania wzroku na korytarzach przez kilka kolejnych dni. Ale nie Blanche, czego w sobie trochę nie lubiła.
Z westchnieniem jednak po raz kolejny tego wieczoru splotła mu na karku drobne, teraz zarznięte dłonie, bez żadnego pośpiechu smakując sobie ust Gryfona. Co z tego, że będzie jutro chora, przynajmniej było warto.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by C.J. Curtis on Nie Gru 26 2010, 13:16

Zmarznięte dłonie, zmarznięte usta, zmarznięte całe ciało, zarówno Blanche Fleur, jak i Curtisa, który właśnie zaczął odczuwać chłód, związany z przydługim przebywaniem na dworze. Gryfon powoli odsunął swoje wargi i uśmiechnął się lekko. Wszystko, co dobre, musi się skończyć.
- Lepiej już wracajmy - zaśmiał się, kiedy dostał mroźnym batem z zimowego powietrza wzdłuż pleców. - Jeszcze będą się zastanawiać, czy znów nie łamiemy regulaminu - uśmiechnął się przebiegle, pozostawiając na ustach Ślizgonki jeszcze jeden szybki pocałunek i zrobił krok w tył, chwytając zmarzniętą piątoklasitkę w pasie i poprowadził w stronę wejścia do szkoły.
Ona mogła się na żadne cuda nie nastawiać, gdyż Curtis prawie nigdy nie ciągnął znajomości ze świeżo przelecianą dziewczyną. Tyle że teraz miało być inaczej. C.J. już czuł, już wiedział, że to nie będzie o wiele trudniejsza znajomość, inna od tych, które zdarzały mu się do tej pory. Trochę przerażony, a trochę zaintrygowany tą świadomością, westchnął cicho, zamykając ciężkie wrota bram Hogwartu.
avatar
C.J. Curtis

Liczba postów : 89
Czystość krwi : półkrwi
Klasa : VI
Dołaczył : 14/12/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach