Ławki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Ławki

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Lis 28 2010, 18:36

Nie ma w nich niczego nadzwyczajnego. Właściwie są dokładnie takie same, jak te, znajdujące się we wnętrzu krużganków. Kamienne, twarde i dosyć niewygodne, a w chłodne wieczory dodatkowo piekielnie zimne - można sobie coś odmrozić, spędzając na nich zbyt wiele czasu...
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 619
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 21:46

Wszystko pewnie wyglądałoby inaczej, gdyby tylko nie niezdarność Lily. Nawet Bianca jako tako biegała i umiała przebierać nogami, ale żeby wpaść na kogoś, podczas ucieczki od której zależało życie, to już jest szczyt. Gdy poczuła, że coś na nią wpada nie mogła nawet utrzymać równowagi. Momentalnie uderzyła o kamienną podłogę, a na dodatek, przywaliła ją jeszcze jakaś stara rupieciarnia. Podparła dłonią głowę i nie ukrywając wściekłości zaczęła wystukiwać palcami tylko sobie znany rytm. To ona się tu produkuje, wysyłając na śmierć swojego jedynego przyjaciela (trochę dramatyzmu trzeba dodać), a wszyscy mają to gdzieś. Już ona im pokaże. A Lilce w szczególności. Czekając jak na śmierć, aż wreszcie ten stary grzyb się tu przypląta, zauważyła, że Gryfonka na szczęście trzyma pod szatą puchar. Przynajmniej tyle dobrego, w tej sytuacji. Bo naprawdę straciłaby nad sobą kontrolę gdyby się okazało, że dziewczyna go gdzieś zostawiła. A to nie jest przyjemny widok. Bowiem każdy, kto miał okazje widzieć ją w takim stanie, potem nie miał już żadnych wątpliwości, że trafiła do dobrego domu.
Tak więc gdy pojawiła się Rose, rzuciła jej nieco obojętne spojrzenie i nie czekając na jakieś gesty wsparcia i pomocy, podniosła się do pozycji stojącej. Zaczęła się także otrzepywać z kurzy, który zalegał w zbroi. Mogłaby teraz iść do tego starego dziada i zapytać jak wypełnia swoje obowiązki, skoro wszędzie aż się roi od pajęczyn. A gdyby tak była uczulona na pyłki kurzu!? Ooo, wtedy to porozmawiałby sobie z jej rodzicami. I to bardzo poważnie. Słysząc słowa przyjaciółki, prychnęła tylko pod nosem i oparła się o ścianę. Będzie miała nauczkę, by więcej razy nie dać się wciągnąć w jakiś durny pomysł czternastolatki. Pokręciła z dezaprobatą głową i westchnęła zrezygnowana.
- Tym razem to nie była moja wina. - dodała na swoje usprawiedliwienie. Fakt faktem czasem czuła się tak, jakby Rose była jej taką matką zastępczą w Hogwarcie. Dosłownie. Ale to działało też i w drugą strone. Bianca nie raz musiała robić za ojca, kiedy to ruda zaczynała bawić się tym, czym nie powinna. Nic więcej nie mówiąc, cała trójka skierowała się na dziedziniec i zajęły miejsce na tamtejszych ławkach.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 22:02

Wiem, wiem. Lily była niezdarna, więc było normą że się wywali. A pech chciał, że akurat wpadła na Biancę, w efekcie czego wywaliły się na kamienną posadzkę, a nich wylądowała srebrna zbroja. Widać było jak na dłoni, że dziewczyna jest wściekła. Potter już chciała coś powiedzieć, kiedy wtem pojawiła się Rose. I dzięki ci, Gryffindorze. Parę sekund później na korytarz przyplątał się również Filch. Kątem oka zobaczyła, że ten również miał ochotę coś im zrobić. Może dać karę? Ale nie, uprzedziła go panna Weasley, jak zwykle zjawiając się w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie. Lilka już nic się nie odezwała, tylko rzuciła kuzynce tylko jedno, jedyne wdzięczne wspomnienie. Wzruszyła ramionami i podążyła za przyjaciółkami. Argus wrócił już do swojej kanciapy, zapewne wkurzony na cały świat. Ruda nawet nie chciała myśleć, jak teraz wygląda jego biuro. Zapewne jest jeszcze bardziej brudne niż przedtem. Ech... a teraz co? Potter chyba będzie musiała go przeprosić. Schowa gdzieś swoją dumę i to zrobi. Bo jakby nie patrzeć, to przez nią cała afera. Przez całą drogę nie odezwała się ani słowem. Cisza w tym momencie wcale jej nie przeszkadzało, chociaż niektórzy mogli uznać ją za nadzwyczaj krępującą. Kiedy dotarły na ławki, Lil usiadła na jednej, podkurczając kolana pod brodę i układając na nich podbródek.
- Przepraszam - z początku tylko tyle udało się jej wykrztusić. Przez parę sekund słychać było tylko pohukiwania ptaków i wesołe gaworzenie jakiś Krukonów stojących akurat w niewielkiej grupce na dziedzińcu.
- Moja wina. To już się więcej nie powtórzy. Naprawię to, zobaczycie. Przeproszę go. A kota... odczaruję i osobiście mu go oddam. Jeszcze raz przepraszam, nie wiem co mi odbiło. Zaciągnęłam tak Biancę na żywa, nie wiem nawet dlaczego... - wyznała cicho, wyciągając zza szaty srebrny puchar i trzymając go w swojej dłoni. Było jej głupio. Cholernie głupio. Miała teraz wyrzuty sumienia, że wciągnęła pannę Flint w... niezłe bagno.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Nie Gru 05 2010, 22:11

Róża patrzyła to na jedną to na drugą dziewczynę, uśmiechając się z kpiną pod nosem. Naprawdę nie miała pojęcia, co one robiły w kanciapie Filcha i wcale jej to specjalnie nie obchodziło. Tak naprawdę miała zbyt wiele swoich własnych problemów na głowie, by przejmować się jeszcze niezdarną kuzynką i niewdzięczną przyjaciółką, która insynuowała jakieś dziwactwa. No ale mniejsza...
Przysiadła na ławce, póki co nie mówiąc ni słowa i przymknęła oczy. Była przeraźliwie zmęczona. Nawet nie podejrzewała, że użeranie się ze Scorpiusem i równoczesne udawanie jego dziewczyny, zakochanej w nim po uszy, będą tak bardzo męczące... W każdym razie marzyła w tej chwili już tylko o ciepłej kąpieli w łazience prefektów, a później o błogim śnie we własnym, wygodnym łóżku. Naprawdę nie chciała niczego więcej.
- Zaraz, zaraz - jakiego kota? - ocknęła się gwałtownie.
Tak naprawdę nawet nie słuchała młodej Potterówny. Dopiero ten fragment o kocie zaciekawił ją i zmusił do otworzenia oczu i spojrzenia pytająco na przyjaciółki.
- Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że zrobiłyście coś Pani Norris? - zapytała z niejaką nadzieją w głosie.
Jeżeli te dwie wariatki naprawdę przyłożyły różdżkę do kalectwa tej wyliniałej kocicy to osobiście przyłoży im ciężkim podręcznikiem w łeb...

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 22:24

Rozłożyła się wygodnie na ławce, przecierając dłonią oczy. Był późny wieczór, a one zamiast siedzieć w swoich dormitoriach, siedziały na dziedzińcu. Nie ma co. Bianca wsunęła dłonie do kieszeni spodni, zważając na to, że chłód zaczynał jej doskwierać, a wzrok utkwiła w swoich czerwonych, wysłużonych trampkach. Ale i tak nie zamierzała ich wyrzucać! Za bardzo je kochał i miała do nich sentyment. Tak, tak.. Po raz kolejny odezwał się nienormalny charakter panny Flint. Westchnęła po raz kolejny i odchyliła głowę do tyłu, patrząc na ciemne niebo. Bądź co bądź ten dzień był gorszy, niż ustawa przewiduje. Pragnęła znaleźć się już w swoim łóżku, naciągnął kołdrę na łeb i nie wstawać przez bity tydzień. Oczywiście, porządnie wykorzystała by ten czas! Modliłaby się o pomyślność związku Rose i Scorpiusa. Bo warto wiedzieć, że rudowłosa skrycie im kibicowała. I jako postronny i zarazem bardzo uważny obserwator, doskonale wiedziała, jak na siebie działają. Ostatnio się nad tym zastanawiała, gdy nie mogła zasnąć i właśnie do takich wniosków doszła. Tylko udają, że tak się nienawidzą, a tak naprawdę jest zupełnie, zupełnie inaczej. Bianca była pewna, że obudzenie się tej ich miłości, to tylko kwestia czasu. Ale jeśli o nich chodzi, to nie miała zamiaru kiwnąć choćby palcem.
- TO jest pani Norris. - odparła najspokojniej w świecie, sięgając po trzymany przez Lily puchar na wodę i podsunęła go pod nos panny Weasley. Była z siebie dumna, że chociaż tyle osiągnęły razem z Potter i będzie bronić tego kawałka żelaza własnym ciałem. W końcu nie po to tak się męczyła, żeby teraz ją odczarować i puścić ponownie do Flicha. Nie ma mowy. To byłoby marnotrawstwo szansy danej im przez los. Powinny ją wykorzystać do ostatniego, a nie rezygnować.
- Jak tam twój Scorpiusek? - zapytała, pospiesznie zmieniając temat i między czasie upychając puchar, w swojej tobie.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Nie Gru 05 2010, 22:33

Jak wszyscy to ja też. Ona również marzyła o zagłębieniu się w ciepłym wyrku, z kubkiem jakiegoś gorącego napoju w dłoni. Nie miała zamiaru rozmawiać z nikim, o tym co się stało. No pech, trudno. I tak ma już przerąbane, więc po co ma się dzielić swoimi przeżyciami z innymi osobami? Albo pewnie wcale by jej nie uwierzyły, o. Bo niektóre dziewczyny takie są, ale o nich się zagłębiać nie mam zamiaru. Związek Scorpa i Rose... cóż, dawał wiele do myślenia, ale Lilka nie miała zamiaru się do tego wtrącać. Będą razem - okej, fajnie, ruda będzie im kibicować i składać gratulacje. Nie będą - też fajnie. W końcu raczej się nienawidzą, także.... no. W każdym bądź razie, ponowie głęboko westchnęła, wzruszając ramionami. Co miała jeszcze powiedzieć? Zaraz znów się zacznie. Wystarczy że ten puchar znalazł się w ich posiadaniu, a co z nim zrobią, to już ich sprawa.
- To prawda Rose - potwierdziła słowa Bianci, bo jak widać panna Weasley do teraz nie mogła uwierzyć. Jej wzrok mówił sam za siebie.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 06 2010, 19:30

Różyczka siedziała obecnie dość niespokojnie na swoim fragmencie ławki. Kręciła się, wierciła, to zakładała nogę na nogę, to ją ściągała, zmieniając na drugą, a w między czasie postukiwała stopą o podłoże, mrucząc coś pod nosem. Stopa owa obuta była w ciepłe, zimowe kozaczki, które dostała od matki gdy tylko zaczęły się mrozy. Zastanawiała się, co też może dostać od niej na Mikołajki, ale mimo wszystko chyba wolała nie wiedzieć. Znając życie, będzie to kolejna książka naukowa, ale trudno... Róża z każdym rokiem utwierdzała się w przekonaniu, że nienawidzi Mikołajków i najchętniej w ogóle darowała by sobie to całe szukanie i wysyłanie prezentów...
Weasley także miała ochotę znaleźć się już w łóżku. Nie tylko te dwie miały za sobą ciężki dzień - przeżyła marudzenie Scorpiusa, gadanie matki, pokrzepiające uśmiechy ojca, chichoty tej całej Peverell, która próbowała uwieść jego bezbronnego kuzyna, a na końcu jeszcze wyciąganie z opresji dwóch zwariowanych dziewczyn, które chyba do końca postradały swoje rozumy! W tej chwili chętnie napiłaby się gorącej kawy, zjadła pomarańcze w czekoladzie i zmusiła jakiegoś pierwszaka do masażu...
Bianca była głupia i w dodatku miała problemy z oczami. Między Rose i Scorpiusem była wyłącznie nienawiść i nie można było liczyć na nic więcej. Niby mówią, że nienawiść jest równie potężna, co pożądanie i zwykle do niego prowadzi, ale nie w przypadku gdy obie strony zwyczajnie się sobą brzydzą. Róża miała ochotę wyłącznie zamordować Malfoy'a, a przynajmniej na niego napluć, gdy będzie miała możliwość. I ledwo znosiła te cmoknięcia w policzek, które miały uwiarygodnić ich "związek", jak więc mogłaby znieść więcej?
Ruda wyjęła brutalnie puchar z torby przyjaciółki nie przejmując się jej protestami i przyjrzała mu się z niedowierzaniem. Jeśli to naprawdę była kotka Filcha musiała pogratulować swym koleżankom doskonałej roboty - niemal nie było widać oznak, że kiedyś było to jakimkolwiek zwierzakiem. Co prawda rączka była w dotyku pokryta lekkim meszkiem, jak gdyby sierść nie do końca skryła się pod metalem, ale niewiele osób by się zorientowało. Westchnęła ciężko i pokręciła głową.
- Jeszcze dzisiaj wyślę list do Munga z zawiadomieniem, że muszą zrobić dwa miejsca na oddziale psychiatrycznym - powiedziała niemal spokojnie i całkiem poważnie - CZY WYŚCIE DO RESZTY ZWARIOWAŁY?! - ryknęła po chwili spokoju, wybałuszając na nie oczy - jesteście naprawdę ciężko chore umysłowo, jeżeli uważacie, że ujdzie wam to na sucho! Nawet ja nie zdecydowałabym się na coś tak głupiego i bezcelowego! Co niby chcecie dzięki temu uzyskać? Bo jeżeli uważacie, że szantaż ujdzie wam na sucho i w ogóle cokolwiek z niego wam przyjdzie to się grubo mylicie. Gdybyście przestudiowały nieoficjalną historię Hogwartu, której egzemplarz można zakupić w Magicznych Dowcipach, to wiedziałybyście, że już nie raz i nie dwa próbowano czegoś takiego i nigdy nie przynosiło to pożądanych skutków. Filch owszem kocha swojego kota nad życie, ale prędzej zje własne ubranie niż przystanie na jakiekolwiek żądania jakiś niedorozwiniętych uczennic! - W tej chwili mówiła nieco ciszej, choć cedziła słowa przez zęby, nie kryjąc zdenerwowania.
Sztyletowała je przy tym swym lodowatym spojrzeniem i stukała palcami o ławkę. Wreszcie poderwała się z miejsca i postawiła puchar na ziemi, wyciągając różdżkę z kieszeni. Machnęła nią, mrucząc odpowiednią formułę i odczarowała kota, natychmiast go petryfikując i rzucając na niego zaklęcie kameleona.
- A Scorpiusa powieszę razem z tobą na krótszej wskazówce zegara! - dodała, mrużąc wściekle oczy.
Czy ona naprawdę chciała rozwścieczyć ją do granic możliwości?

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Pon Gru 06 2010, 20:22

Z racji, że siedziała w środku, miała nieco ograniczoną przestrzeń życiową. Westchnęła zrezygnowana i utkwiła wzrok w opadających powoli płatkach śniegu. Na jej ustach błąkał się delikatny, niewinny uśmieszek, doskonale oddający stan jej ducha. Po raz kolejny do jej głowy przybłąkały się myśli, które miała już praktycznie od rana. Chciała się wreszcie wyspać! A ostatnimi czasy nie było to za bardzo możliwe. Bo albo siedziała do nocy zakuwając i pisząc durne eseje, albo pochłaniały ją inne, bardziej pasjonujące zajęcia. Ponadto, skoro już jesteśmy przy rodzinie Scorpiusa, to wypada wspomnieć, że Flintowie mieli z nimi znakomite kontakty. Jej ojciec, Marcus był jednym z najlepszych przyjaciół Dracona, jak również kapitanem drużyny Quidditcha, a co za tym idzie.. To on przyjął ojca naszego uroczego blondasa, do swojej drużyny, w czasach gdy uczęszczał do szkoły. Dlatego też Bianca od dziecka znała nowego chłopaka Rose, ale nie łączyły ich zbyt przyjemne relacje. Pewne różnice charakterów no i tak jakoś wyszło. On lubił dominować, ona też i teraz rywalizują ze sobą przy każdej nadarzającej się okazji. Odganiając od siebie te myśli, zaczęła się zastanawiać nad snem, który dzisiaj miała.
Tak, była romantyczką, ogromną. Jednak nie pragnęła, jak wszystkie dziewczyny w jej wieku, księcia na białym koniu. Chciała kogoś, z kim jej życie nabierało by tempa. Kogoś, kto nadawałby sens jej istnieniu. Nie oczekiwała ideałów, bo wiedziała, że tacy mężczyźni wyginęli wraz z dinozaurami. Wystarczyłby jej ktoś normalny, posiadający zarówno wady jak i zalety. Wiele razy, podczas snu, zastanawiała się nad tym, jakby to było tak się do kogoś przytulić.. Mocno wtulić w ramiona bliskiej osoby, która szczelnie by nas obejmowała i nie chciała wypuścić. Postronny obserwator pewnie nazwałby ją teraz egoistką, osobą samolubną. Ale tak nie było. Ludzie, którzy wkradli się do jej małego serduszka, zajmowali miejsce wyżej niż ona sam. Jedynym chłopakiem jakiego miała, był Freddie, jej dawny sąsiad, który potem wyjechał zostawiając ją samą. Na tym właśnie, kończyły się jej wspomnienia związane z płcią przeciwną. Więcej ich nie posiadała i prawdopodobnie, już posiadać nie będzie. Tak, tak.. Była również pesymistką, a jej poziom samooceny spadł poniżej minimum. To właśnie wyróżniało ją spośród Ślizgonek. Nie była napuszona jak paw.
- Przestań się na mnie drzeć! Bo głucha nie jestem! A to, że jesteś prefektem nie znaczy, że możesz wydzierać mi się wprost do ucha - krzyknęła niezbyt głośno, dając upust swoim emocjom. Wzięła głęboki wdech i wydech, po czym już całkiem spokojnie opadła na ławkę. Mrużąc oczy w małe, wąskie szparki przyglądała się poczynaniom rudowłosej, a jej oczy rzucały iskry. W takim razie byłyby pierwszymi osobami, którym by się to udało. Bowiem jeśli o to chodziło, to Bianca była jak najbardziej przekonana o pomyślności ich misji.
- I dobra, kończę żarty na temat Ciebie i Scorpiusa. - dodała po chwili, podnosząc ręce do góry, w poddańczym geście. Gdyby miała białą flagę, to pewnie i ją by wywiesiła, jednak takowej nie posiadała. Nie miała zamiaru kłócić się o jakąś głupotę z Rose.


Ostatnio zmieniony przez Bianca Flint dnia Pon Gru 06 2010, 20:59, w całości zmieniany 4 razy

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Pon Gru 06 2010, 20:43

Ponownie westchnęła głęboko. Który to już raz? Liczył ktoś? Położyła zgięte łokcie na kolanach, w pięści oparła przy bladych policzkach. Kątem oka obserwowała twarz Rose, na której malowały się różne emocje. Od niedowierzania po wściekłość. Zresztą sama się jej nie dziwiła. W końcu nie zawsze idzie się korytarzem, słyszy ogłuszający dźwięk demolowania jakiegoś pomieszczenia i dwóch koleżanek, leżących na zimnej posadzce jakby nigdy nic. jakby tego było mało, chwilę później przyłazi wściekły Filch. Czy to normalne? A czy Hogwart kiedykolwiek był normalnym miejscem? Wątpię. Przecież na tym to polegało. W czarodziejskiej szkole nie tylko poznawało się kolejne tajniki magii, ale także przezywało kolejne... przygody? Można to tak w ogóle nazwać? No przynajmniej nie było nudno. I niech już tak nie narzeka. W końcu bycie prefektem do czegoś zobowiązywało, prawda? Ta jakże zaszczytna funkcja nie była tylko po to, ażeby szpanować swoją oznaką po korytarzach. Przykład? Za swoich czasów robił tak Percy Weasley. Chyba każdy go kojarzy. Trzeba było patrolować korytarze i naprawiać różne rzeczy, jakie to niszczyli jacyś niemądrzy ucznie, na przykład Potter i Flint, o. Oczywiście nie mówię, że Rose chwaliła się czy co, mówię ogólnie.
A co do chłopaków... cóż, Lily była sama i jak najbardziej jej to odpowiadało. Do szczęście wcale nie potrzebna była jej płeć jak to się mówi - brzydka. To znaczy, jeśli już to tylko jako przyjaciele. Bo według niej, przyjaźń między kobietą i mężczyzną istnieje. Jak najbardziej. Jeśli spędzają ze sobą dużo czasu, to nie musi od razu oznaczać że od razu tworzą parę. Chemia może być, okej, ale nic poza tym... W każdym bądź razie, ruda dobrze czuła się w otoczeniu najbliższych osób jej sercu. Kochała ich za to, że zaakceptowali ją taką jaka jest. I chwała im za to. Bo właśnie dla tych prawdziwych przyjaciół byłaby w stanie skoczyć w ogień.
Słysząc kazanie Rose, Lil siedziała nadzwyczaj cicho. Nie przerywała jej, bo i po co? Niech się dziewczyna wykrzyczy i da upust swoim emocjom. Chociaż nie, zaraz, po krótkim czasie naprawdę zaczęła ją irytować. Że niby ona nigdy nie zrobiła nic głupiego? No proszę was. Nie musi od razu je tak jechać. Wiem, wiem, narobiły głupot, ale chyba trochę zaczęła przesadzać. Wykręciła młynka oczami, kręcąc nieznacznie głową.
- A twoje wyskoki? Już zapomniałaś? Daj spokój, Rose. Nie musisz prawić nam kazań. Wiemy co zrobiłyśmy, i wiemy co nam grozi, okej? I błagam cię, wszyscy wiemy że jesteś prefektem, nie musisz na każdym kroku nam tego przypominać - warknęła, chociaż nie wydarła się równie głośno jak Bianca.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Pon Gru 06 2010, 21:01

Rose nie pamiętała już kiedy ostatni raz porządnie się wyspała. Całkiem możliwe, że nie miało to miejsca nigdy. No, może kiedy była jeszcze jedynaczką, ale odkąd na świecie pojawił się Hugo nie miała ani chwili spokoju. Potem poszła do szkoły i skończyło się tak, że wiecznie ktoś coś od niej chciał. A kiedy w piątej klasie dostała odznakę dodatkowo musiała patrolować korytarze szkolne, przez co chodziła spać niezwykle późno. A wstawała bardzo wcześnie, chcąc przygotować się odpowiednio na lekcje. Dlatego też i ona marzyła wreszcie o nocy, kiedy będzie mogła się porządnie wyspać...
Rose właściwie czuła się tak, jak gdyby znała Malfoy'a juniora od zawsze. W końcu gdy tylko nauczyła się mówić, ojciec uczył ją zdania: "Nienawidzę cię Malfoy, jesteś podłą kreaturą!" Dlatego też nigdy nie zabiegała o przyjaźń tego dupka. Wiedziała od zawsze, że nie jest godzien jej osoby. No i pamiętała słowa ojca, kiedy wyruszała w pierwszą podróż do Hogwartu:
— Postaraj się być od niego lepszą na każdej klasówce, Różyczko. Na szczęście inteligencję masz po mamie. — mruknął Weasley pod nosem. — Nie spoufalaj się z nim zbytnio, Rose. Jeśli wyjdziesz za czystokrwistego, dziadek Weasley nigdy ci tego nie wybaczy...
Wbiła je sobie do głowy i postanowiła spełnić prośbę ojca. Zresztą, dość szybko zorientowała się, że miał rację, bo Scor był okropnym dupkiem. A mama powtarzała, by Rose spróbowała się z nim zaprzyjaźnić, skoro już i tak trafiła do Slytherinu. Matka była naprawdę krótkowzroczna...
Weasley pod żadnym pozorem nie była romantyczką. Lubiła chłopców i tyle, ale nie marzyła o prawdziwej miłości, bo zwyczajnie nie wierzyła w jej istnienie i już.
Przewróciła oczami.
- Głupie jesteście, serio. Przecież nie chodzi mi o to, że chciałyście zaszaleć - sama miałam ochotę dzisiaj na jakąś akcję. Ale kotka Filcha? Litości! Przecież to się naprawdę źle skończy! - westchnęła, kręcąc głową. - No, ale skoro i tak już ją mamy w swoich łapskach... Mam pewien plan... - mruknęła, mrugnąwszy do nich porozumiewawczo okiem.


Ostatnio zmieniony przez Rose Weasley dnia Wto Gru 07 2010, 14:06, w całości zmieniany 1 raz

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Pon Gru 06 2010, 21:17

Bianca już od dłuższego czasu planowała zorganizowanie sobie takiego dnia, kiedy to mogłaby się spokojnie wyspać, w swoim wygodnym, miękkim łóżku. Taki dzień miał nastać właśnie dzisiaj, ale wiadomo, jak się potoczyły wydarzenia. Zresztą, nie raz tak się już działo, że jej plany, staranie ułożone, legły w gruzach, przez jakiś jeden, mały incydent. Ziewnęła więc teraz przeciągle, a z jej ust wyleciał obłoczek białej pary. Na dworze z każdą chwilą robiło się mroźniej, a one siedziały tu, zupełnie tak, jak latem. Ruda pokręciła z rozbawieniem głową i słysząc słowa przyjaciółki, podniosła się z ławki.
- Musicie poradzić sobie beze mnie, bo niestety już się zmywam. - powiedziała, wzruszając ramionami. Bądź co bądź miała jeszcze dużo rzeczy do roboty, a zwykle sprawozdania Rose, są równie emocjonujące, co sam udział w danej akcji. Tak więc nie musiała się martwić, że dużo straci. Wręcz przeciwnie.
Przerzuciła sobie przez ramię dużą, workowatą torbę, na której przyszyte były przeróżne naszywki i nie tylko. Poczynając od nazw zespołów, a skończywszy na własnoręcznie przez nią napisanych cytatach i zasadach, którymi starała się w życiu kierować. Miała ową torebkę od I klasy, tak więc można śmiało stwierdzić, że dużo ona przeżyła. Jednak Flint nie miała najmniejszego zamiaru jej wyrzucać. Zbyt dużo wspomnień z nią miała. Dlatego też po każdej akcji, łatała ją jak najlepiej potrafiła, byle tylko do reszty się nie rozleciała. Bowiem ta, a nie inna rzecz miała dla niej wartość znacznie większą, niż inne drogocenne przedmioty. I tylko ona sama znała powód. Pogrzebała w niej przez chwilę i wyciągnęła z niej parę rękawiczek, które ubrała na ręce.
- Na razie. Do zobaczenia potem, Rosie. - dorzuciła w pewnym momencie. Machnęła im jeszcze ręką na pożegnanie, po czym jedną ręką trzymając czapkę, a drugą swoją torbę rzuciła się biegiem w stronę szkolnych korytarzy. Jak nie trudno się domyślić jej kroki skierowały się właśnie do dormitorium Ślizgonów, a dokładniej do tego, które zajmowała z Weasley.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Wto Gru 07 2010, 16:17

Rose nie czekając na odpowiedź swej kuzynki, wstała gwałtownie z ławki. Pożegnała się z przyjaciółką, machnęła różdżką w stronę zakamuflowanej Pani Norris i pociągnęła Lily za rękę, upewniając się, że nikt ich nie obserwuje.
- A teraz słuchaj - mruknęła, wciąż prowadząc ją w tylko sobie znanym kierunku - porzucimy gdzieś Panią Norris, żeby podejrzenie nie padło na nas, ale wcześniej się zabawimy - mrugnęła do niej porozumiewawczo okiem i zatrzymała się w ciemnym, osłoniętym zaułku - pozmieniamy jej kolor futra i wyczarujemy jakiś fikuśny strój. I zapewniam cię, że nikt nie poradzi sobie z tym zbyt szybko, chyba, że ktoś poprosi o pomoc mnie. Ta wyliniała kotka będzie musiała paradować przez najbliższy tydzień w tych fatałaszkach po całej szkole, aż czar przestanie działać - przedstawiła jej swój plan, po czym zabrała się do dzieła.
Najpierw zmieniła kolor wąsów kotki na jaskrawozielony tak, iż po prostu raził w oczy. Iskrzył się on cyjanowymi drobinkami i trzeba było odwracać wzrok od jej pyska. Nos Pani Norris zaczarowała tak, że świecił czerwonym, alarmującym światłem, więc gdyby chciała po kryjomu do kogoś się zakraść natychmiast została by zdradzona. Kolor sierści przemieniła na majtkowy, obleśny róż, który przyprawiał ją o mdłości. Dodatkowo przywdziała jej ubranko baletnicy, a do ogona przytroczyła dzwoneczek, którego zadaniem było informować o zbliżaniu się kotki już z daleka. Przyjrzała się swojemu dziełu, po czym na powrót zaczarowała Panią Norris tak, by nikt jej nie zauważył i znów pociągnęła Lily za sobą, zamierzając znaleźć kotce dobre miejsce, w którym poczeka, aż ktoś ją odnajdzie.

[zt]

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Wto Gru 07 2010, 21:01

Albus był bardzo wściekły na osobę która rozpuściła plotkę, która niestety była prawdziwa że dostał się do reprezentacji Anglii jako szukający. Jednak Ślizgonom a szczególnie Scorpiusowi raczej to się nie spodobało. Bo tuż po swoim treningu, wieczornym. Kilkoro Ślizgonów w kapturach zaatakowało go i teraz nie najlepiej wyglądał. Krew mu leciała z wargi a prawe oko miał dosyć mocno podbite.
Chłopak miał założony na głowę kaptur by nikt nie ujrzał, w jak koszmarnym jest stanie. Albus był spokojnym chłopakiem o bardzo dobrym sercu. Był gotów każdemu pomóc w potrzebie. Bardzo ufał i przyjaźnił się z Rose, którą traktował jak siostrę. Była jego najlepszą przyjaciółką i tylko ona jedna znała jego najskrytsze tajemnice czy też sekrety i także obawy.
Albus zauważył z oddali Rose, swoją przyjaciółkę a jednocześnie kuzynkę. Niedaleko niej ujrzał Lily oraz Biancę. Czuł, że coś się święci albo Rose wraz z dziewczynami już zrobiły coś złego. Jednak chłopak nie miał na tyle siły by wykonać następny krok.
- Rose! Rosieee!- krzyknął bardzo głośno i upadł na ziemię.
Nie odczuwał nawet już bólu czy też zimna, które osaczyło całe jego ciało. Nie czuł się na siłach by wstać, miał jedynie nadzieję że Rose za chwilę go zauważy i mu pomoże lub ktokolwiek inny.
Rose była dosyć inna niż reszta ich zwariowanej rodziny. Jednak z nią miał najlepszy kontakt, choć ze swoją siostrą i kuzynostwem także miał świetny kontakt, za wyjątkiem Jamesa który mu zazdrościł i dogadywał różne żarciki.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Wto Gru 07 2010, 21:14

Mimo, że miały zamiar wrócić już do swoich dormitoriów (Pani Norris została schowana w odpowiednim miejscu i upewniły się, że nikt ich nie widział, więc nie powinny mieć problemów...), ale usłyszały to nawoływanie. Rose odwróciła się na pięcie, posyłając znaczące spojrzenie swej kuzynce i ruszyła w drogę powrotną do ławki, na której wcześniej siedziały, a przy której obecnie leżał jak długi Albus - brat jednej i kuzyn drugiej rudej.
Kiedy tylko znalazła się na tyle blisko Gryfona, by w ciemności zauważyć jego twarz wciągnęła głośno powietrze nosem, niemal się zapowietrzając i zmarszczyła brwi. Nie wyglądał najlepiej. Ba! wyglądał okropnie! Róża nie miała wątpliwości co było tego powodem. Cóż, Plotkarz nie mógł przewidzieć, że konsekwencje jego artykułu będą aż tak duże! W każdym razie już w tej chwili poprzysięgła Scorpiusowi zemstę za wszystkie jego przewinienia.
Gdy zatrzymała się obok niego, natychmiast uniosła jego podbródek najdelikatniej jak potrafiła i pokręciła głową.
- I to są ci czystokrwiści bufoni, którzy nienawidzą mugoli, ale bardzo chętnie rozwiązują konflikty używając siły fizycznej, a zapominając o swoim różdżkach i magii. Żałosne - mruknęła, wyciągając swoją własną różdżkę z kieszeni szaty.
Była na tyle inteligentna i na tyle dużo się uczyła, że bez najmniejszych problemów w mig załatwiła sprawę rozciętej wargi i podbitego oka, choć z tym drugim było o wiele trudniej i pozostał lekki ślad. Pogrzebała chwilę w torbie i wyjęła magiczny puder, dostosowujący się samoistnie do odcienia cery.
- Masz. Weź go. Dopóki nie zejdzie ci ten siniak nakładaj go co rano - westchnęła ciężko - ja mam jeszcze jedno opakowanie - dodała po chwili, widząc jego niezdecydowanie.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Wto Gru 07 2010, 21:27

No i dobrze że kocura gdzieś schowały, bo sam widok Pani Norris w tym... czymś doprawdy przyprawiał o mdłości. W ogóle Lily nienawidziła różowego koloru. A to wstrętne zwierzę w obrzydliwie słodkim ubranku w tym kolorze... tragedia. Pokręciła tylko nieznacznie głową, momentalnie odwracając się w kierunku tak dobrze znanego sobie głosu.
Zmarszczyła brwi, chwilę później znajdując się tuż obok Albusa. Westchnęła cicho, kucając przy nim. Widać Rose już zajęła się opatrywaniem rannego. Zresztą sam chłopak wyglądał dość, że tak powiem przerażająco. Chociaż rozcięta warga i podbite oko zniknęły w mgnieniu oka. Widać panna Weasley zna się na czarach równie dobrze, niż na innych rzeczach. Ale spoko, nie o tym mówię. Za kogo wy mnie uważacie, co? Na jej piersi, dumnie wisiała odznaka prefekta. Cóż, chyba dzielnie sprawowała swojego obowiązki, czyż nie? Ach, te nocne patrole po korytarzach. Już nie raz widziała te dumne spojrzenia kierowane do jakiś pierwszorocznych Puchonów, którzy znaleźli się po prostu w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. No trudno, takie już ich życie. W każdym bądź razie, Potter nie miała zamiaru starać się o ten jakże zaszczytny tytuł. Zresztą cała ich najbliższa rodzinka... no, powiedzmy że się do tego nie nadawała. Bo oni mieli inne zajęcia. Jak na przykład Quidditch, który na nieszczęście przysparza im a raczej jednemu z synów Harry'wgo więcej kłopotów niżby to było koniczne. Sama Lil zawsze uważała, że ten sport to... no, nie będę się zagłębiać w szczegóły, chociaż powiem tylko, że to tylko banda dzieciaków latających za piłką. I zdania zmieniać nie zamierzała, o.
Zmarszczyła lekko czoło, widząc widok swojego brata.
- Używają siły fizycznej, bo jak widać na prawdziwej magi się nie znają - wzruszyła lekko ramionami. - Już w porządku?

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Wto Gru 07 2010, 21:42

Albus domyślał, że to robota Scorpiusa i jego goryli, bo kogo niby innego. Tylko on jeden z całego Hogwartu umierał z zazdrości na myśl, że najmłodszy z synów państwa Potterów niedługo stanie się być może sławny. Jednak Albusa nigdy sława za bardzo nie obchodziła. Był dosyć inny i przy tym wyjątkowy. Nie był ani podobny do swojej siostry, Lily ani do brata, Jamesa. Albus był dosyć spokojnym, szczerym i czasami dosyć naiwnym chłopakiem. Jednak mimo jego wad, większość osób w szkole za nim szalała. A dziewczyny od IV klasy po prostu za nim szalały i były w stanie zrobić wszystko by on zwrócił na nie uwagę, ale Albusa nie obchodziły żadne romanse czy też miłości. Dla niego aktualnie najważniejsza była rodzina i przyjaźń a nic poza tym się nie liczyło.
Al zdawał sobie sprawę że Rose teraz zechce się zemścić na Scorpiusie. Znał ją dosyć dobrze pod tym względem. Rose może i była Ślizgonką oraz często przypominała z charakteru Malfoya ale zawsze można było na nią liczyć a przede wszystkim miała serce na właściwym miejscu.
Przez chwilę trochę bolało gdy Rose przy pomocy swojej różdżki usuwała wszystkie zbędne konsekwencji mugolskiej walki.
- Dziękuję, Rose... Jesteś wspaniała- powiedział w stronę swojej przyjaciółki a jednocześnie kuzynki w jednym.
- Wszystko dobrze, dziewczyny. Tylko strasznie wszystko mnie boli a za nie cały miesiąc mamy pierwszy mecz a ja muszę trenować, Rose. To dla mnie bardzo ważne. Zabije tego Scorpiusa jak tylko go spotkam. Przekaż to swojemu, ukochanemu- zadrwił Albus na ostatnie słowa.
Nie mógł zrozumieć jak Rose mogła zacząć chodzić z tym parszywcem, Scorpiusem. Chciał poznać całą prawdę dotyczącą tej właśnie pary, Rose i Scorpiusa. Znał Rose na tyle dobrze by wiedzieć, że ona nigdy z własnej woli nie zrobiłaby czegoś przeciwko niemu. Od najmłodszych lat trzymali się razem, więc nie wierzył iż Rose mogłaby zakochać się w jego najgorszym wrogu,który najchętniej widziałby go martwego.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Wto Gru 07 2010, 22:01

Scorpius był czystym odzwierciedleniem swojego ojca. I nie chodzi tylko o wygląd. Chociaż owszem i ten fakt był godny skomentowania. Przenikliwe, zimne oczy i te prawie białe, tlenione kudły. Chociaż nie, zaraz. Malfoy junior przynajmniej nie zużywał na jeden dzień tubkę żelu. Chociaż głupi nawyk przeczesywania włosów palcami był dość irytujący, chociaż tak na prawdę kogoś to jej przypominało. No ale nieważne. W każdym bądź razie, jeśli chodzi o ich charaktery... nie ukrywajmy, są identyczne. I jednemu i drugiego, zawsze na chorobliwie bladą (nie żeby coś miała do tego odcienia skóry) twarz wypływał tak znienawidzony przez resztę Potterów, ironiczny uśmiech. Pewność siebie i zimne, sztuczne opanowanie chłopaka naprawdę działało na nerwy, a sarkastycznych tekstów zapewne połowa szkoły miała dość. Kiedy tylko gdziekolwiek pojawiał się ten blondyn, zwiastowało to kłopoty. I to nie lada. W końcu wiele już namieszał w tych dwóch rodzinach. Ale tak, jemu zawsze jest mało, i pewnie nie spocznie dopóki ich wszystkich nie wykończy. Chociaż niech uważa, bo ktoś może zrobić to pierwszy. Nawet najwięksi przyjaciele mogą odwrócić się do ciebie plecami równie szybko, co zyskać sobie twoją przyjaźń, o. A Lilka nawet już kilka razy się na takich podłych ludziach zawiodła. Tutaj spokojnie, udają twoich najbliższych, zawsze pomogą, pocieszą, doradzą, a kiedy nie patrzysz i nie ma cię w pobliżu - obrabiają ci dupę. I tyle Taki właśnie był Scorpius.
No i to właśnie wyróżniało rodzinkę Potterów wśród innych. Każdy członek tej jakże zacnej rodzinki był inny. U jednego dominowała pewność siebie, u drugiego opanowanie. Czy to nie dobrze? Dzięki temu każdy mógł się wspierać, chociaż i u nich często zdarzały się kłótnie. Chociaż to i tak nie najodpowiedniejsze słowo. Ale nie będę opisywać ich domu za czasów dzieciństwa. Nie ma po co.
Na jego słowa, które skierował do Rose, Lily tylko uśmiechnęła się do siebie, odwracając na chwilę wzrok. Westchnęła cicho, powracając do poprzedniej pozycji.
- Okej, późno się zrobiło. Trzymajcie się, do zobaczenia - rzuciła na pożegnanie, pocałowała każdego w policzek i odwróciła się na pięcie, ruszając w stronę zamku.

zt.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Sro Gru 08 2010, 13:18

Ruda także nie przejmowała się chłopcami, którzy za nią szaleją. Jeśli dany chłopak nie był jej wart nawet nie zwracała na niego uwagi. Naprawdę miała ważniejsze rzeczy na głowie - obecnie sprawę z Panią Norris i rodzina, która pochłaniała, co widać na załączonym obrazku, naprawdę wiele czasu. W każdym razie, kiedy już opatrzyła kuzyna, usiadła wygodnie na ławce i zaczęła przypatrywać mu się z zainteresowaniem.
- Daj spokój - machnęła lekceważącą ręką.
Tych achów i ochów na swój temat słuchała niemal prze cały dzień odkąd zasłynęła w szkole jako idealna następczyni swej matki, czytaj jedna z najinteligentniejszych dziewcząt w całej szkole. Mimo, że zdarzało się co poniektórym (szczególnie zazdrosnym Gryfonom) nazywać ją kujonicą ona wcale się nie przejmowała. Zbyt dobrze znała swoją wartość, by w ogóle zwracać na to uwagę. A fakt, że ci, którzy jej podpadli chodzili potem przez tydzień z dziwną wysypką na twarzy, czy też ich kolor włosów zmieniał się na zgniło zielony, bądź coś w tym stylu to już czysty przypadek...
Wbrew pozorom Scorpius nie był wierną kopią swego ojca. I nie zamierzała go bronić - co to, to nie! Ale fakt faktem, próbowała oderwać się od swego ojca jak najbardziej mógł. Podsłuchała kilka razy jego rozmowy z przyjaciółmi. Skarżył się wtedy na to, że wszyscy myślą, iż jest taki sam jak ojciec, a jemu bliżej do matki niźli do Dracona. Ale mniejsza o Malfoy'ach...
Kiedy Lily odeszła zwróciła na Alseva rozwścieczone spojrzenie i wyciągnęła gwałtownie różdżkę.
- On. Nie. Jest. Moim. Ukochanym. Zrozumiano? - wycedziła wściekle, a czubek różdżki rozjarzył się lekko, ukazując złość i magię, które w niej buzowały. - Mam dość chorych insynuacji na ten temat. Czy nikomu nie wydaje się to podejrzane, że dwójka wrogów nagle, ni stąd ni zowąd, zaczyna ze sobą chodzić? I do tego ten cały głupi Plotkarz... Przecież to gołym okiem widać, że Malfoy coś na mnie ma i mnie szantażuje! - wybuchnęła, nie panując nad słowami.
Kiedy zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała, rozejrzała się uważnie, czy aby na pewno nikogo prócz nich tutaj nie ma, po czym zwróciła się do Albusa, mrużąc oczy.
- Nic nie wiesz, niczego nie słyszałeś i niczego nie będziesz komentować. Jeżeli Malfoy się dowie, że komuś się wygadałam to moja kariera prefekta jest skończona. Najprawdopodobniej również nauka w tej szkole... - mruknęła grobowym głosem, wzdychając ciężko.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Sro Gru 08 2010, 13:52

Albus czasami nie rozumiał zachowania swojej kuzynki, Rose. Mimo, że należeli do jednej, wielkiej rodziny. Byli jedynymi osobami w domu, które stąpały twardo po ziemi i nie wyobrażały sobie kolorowego życia jak to robiła czasami Lily czy James, który uważał się za najlepszego we wszystkim. Jednak prawda była inna.
Chłopak odziedziczył wielki talent do quidditcha. Był najlepszym szukającym od czasów wielkiego, Harrego Pottera. Odkąd ukazała się plotka na temat, że dostał propozycję grania w tak wspaniałej drużynie jak reprezentacja Anglii. Krukoni, Puchoni i Gryfoni za każdym razem, gdy ich mijał byli tym faktem zachwyceni i cały czas mu gratulowali, co nie można powiedzieć o Ślizgonach. Cały czas coś między sobą szeptali, jakby knuli jakiś plan przeciwko niemu.
Brunet wiedział kim jest i skąd pochodzi. Znał swoją wartość, choć czasami przychodziły momenty gdy zaczynał wątpić i miał brak pewności w siebie oraz w swoje umiejętności magiczne. Był świetnym graczem w quidditcha, potrafił rozśmieszać ludzi i często pakował się w kłopoty w obronie innych, szczególnie gdy ktoś dręczył młodszych uczniów. Był odważnym chłopakiem i był gotów stanąć do walki w obliczu zagrożenia.
Albus zauważył wściekłość wypisaną na twarzy Rose, co nie wróżyło nic dobrego.
- Już dobrze, Rose. Tylko się tak nie wściekaj. Ja doskonale wiem, że jesteście wrogami. Tak samo jak ja i Scorpius. I jestem pewien, że Cię szantażuje ale nie wiem co znowu przeskrobałaś. Co takiego zrobiłaś, że musisz z nim chodzić i do tego cała szkoła o tym wie. A może jeszcze zmusza Cię byś się z nim całowała, co? Jestem twoim przyjacielem, jestem jak twój brat. To ja Albus, ten chłopak z którym się wygłupiałaś przez ostatnie lata, pamiętasz? Zaufaj mi i powiedz co Cię gryzie- powiedział do niej, nie mógł pojąć jak ona może chodzić ze Scorpiusem. Zaczynał już się obawiać jak zareagują jej rodzice oraz cała rodzina, gdy się o tym dowiedzą.
- Przysięgam, że nikomu nic nie powiem, Rose. Ale powiedz mi co się dzieje- odparł w stronę rudowłosej dziewczyny i złapał ją po przyjacielsku za rękę. Miał nadzieję że wyzna mu, co takiego ją dręczy.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Sro Gru 08 2010, 14:28

Rose znana była ze swej racjonalności i jasnego spojrzenia na wszystko. Nigdy nie bawiła się w marzycielstwo czy romantyzm. Nie miało to bowiem żadnego sensu. Lepiej było patrzeć na wszystko bez żadnych przeszkód w postaci różowych okularów, które wykrzywiały rzeczywistość, czy też mgiełki w postaci marzeń. Nie była pesymistką - była po prostu realistką. I tak, jak wspomniał Alsev - twardo stąpała po ziemi.
Jeśli chodzi o Quidditcha to Róża nigdy nie rozumiała całej fascynacji tym sportem. Był głupi i tyle, ale nie znaczyło to, że nie była dumna ze swego kuzyna. Jeśli chodziło o Ślizgonów - ta rywalizacja istniała zawsze i istnieć będzie do końca Hogwartu... Można było się spodziewać, że jeśli to wszystko wyjdzie na światło dzienne Wężyki będą chciały zamordować Albusa. A w szczególności Scor. Przecież on i bez tego chciał zmieść Pottera z powierzchni ziemi...
Weasley z całą pewnością nie była tak odważna, jak Albus. Właściwie... tej odwagi było bardzo mało. Raczej wdała się w ojca, choć z całą pewnością była dobrą aktorką i potrafiła swoje tchórzostwo doskonale ukryć. W każdym razie, nie zwykła bezinteresownie pomagać tak, jak robił to jej kuzyn. Pomagała tylko wtedy, kiedy widziała wyraźne korzyści z tej pomocy płynące. W przeciwnym razie przechodziła obok i miała wszystko gdzieś...
- Dowiedział się o tym, że przeklinam przedmioty i nimi handluję, a czasami wykorzystuję do własnych celów. Zapewne przespał się z jakąś lafiryndą, która mu o tym powiedziała. Muszę uważniej dobierać klientów... - ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej, jak gdyby do siebie - w każdym razie, powiedział, że jeśli nie zgodzę się z nim chodzi puści tę informację w obieg i dopilnuje, by dowiedział się o tym dyrektor... Mogłoby się to dla mnie bardzo źle skończyć, więc musiałam się zgodzić... - westchnęła, rozkładając bezradnie ręce.

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Go?? on Sro Gru 08 2010, 14:39

- Ostrzegałem Cię, Rose że to może źle się dla Ciebie skończyć ale jak zwykle mnie wyśmiałaś i uznałaś, że gadam od rzeczy. Wiesz co się stanie jak dowie się o tym cała rodzina? To będzie gorszy koszmar niż żeby Cię wyrzucili z Hogwartu- powiedział stanowczym głosem.
Nigdy nie rozumiał, dlaczego Rose zachowuje się w taki sposób. Dla niego nie miało żadnego sensu przeklinanie danych przedmiotów a następnie ich sprzedaż. Rose w końcu doczekała się swojej kary za to co zrobiła. Albus nie zamierzał jej przed nikim wydawać, bo zawsze dotrzymywał danego słowa. Jednak to co myślał to była tylko jego sprawa.
Chłopak spojrzał na zegarek i zobaczył, że zrobiło się dosyć późno a on musi jeszcze odrobić pracę domową.
- Wybacz, Rose ale muszę już iść. Do zobaczenia na śniadaniu- cmoknął w policzek, Rose. Po czym pobiegł ku Wieży Gryffindoru. Po drodze zastanawiał się jakim cudem zdąży wszystko napisać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Rose Weasley on Sro Gru 08 2010, 15:57

Ruda przewróciła oczami i prychnęła cicho.
- Daj spokój - przecież mnie nie wydziedziczą - mruknęła lekceważąco - nic nie będzie gorsze od utraty odznaki i wyrzucenia ze szkoły! - dodała z rozpaczą. - Dlatego też muszę wytrzymać jakoś te dwa tygodnie. Czy tego chce, czy też nie... - powiedziała ponuro.
Pomachała mu jeszcze po czym, wzdychając ciężko, zabrała swoją torbę, zarzucając ją na ramię i ruszyła do własnego dormitorium, zamierzając natychmiast się rozebrać i iść spać, ot co!

_________________
run, run, run away
lost, lost, lost my mind
want you to stay
want you to be my prize

{Rose|relacje|sowa|kot}
avatar
Rose Weasley
Administrator
Prefekt

Liczba postów : 274
Wiek : 23
Czystość krwi : 1/2?
Klasa : VI
Dołaczył : 28/11/2010

Zobacz profil autora http://ammarth.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Maisie Rennison on Sro Kwi 13 2011, 21:04

Głucho, ciemno, a do tego zimno przez chłodny, wiosenny wiatr. Więc po jakie grzyby [pewnie po pleśń na kanapce, którą zostawiła pod łóżkiem i zupełnie o tym zapomniała] ktoś miałby tu przychodzić? A no tak... Przecież panna Rennison zawsze robi odwrotnie niż normalny, przeciętny uczeń. Zapewne teraz inni uczą się do jakiegoś sprawdzianu, albo smacznie śpią, by dobrze się wyspać i jak najwięcej zapamiętać z jutrzejszych lekcji. Nuuudyyy!!!
Chociaż może wcale nie aż tak większe, niż samotne spacerowanie po dziedzińcu... A tam, Maisie nigdy się nie nudzi! Sama czy z kimś zawsze ma coś do roboty, a jak nie, to pozostaje jej jeszcze bogate życie wewnętrzne.
Potarła o siebie zziębnięte ręce, oczywiście nie wzięła rękawiczek, bo skoro już jest wiosna automatycznie zapomina, że takie coś w ogóle istnieje. Aktualnie żałowała, że nie ubrała się cieplej, ale przecież to nie koniec świata! Nie zamarznie tu na kość i nie będzie musiała czekać, aż ktoś ją odnajdzie, bo sama nie będzie potrafiła zrobić kroku. Prawda?
Usiadła, a konkretniej opadła, na jedną z ławek i skrzyżowała ręce na piersi, wygodnie wyciągając długie, zgrabne nogi do przodu. Ze względu na pogodę tym razem ubrała jasne, jeansowe rurki, a nie krótkie spodenki, czy spódniczkę, no... jednak ma trochę zdrowego rozsądku, nieprawdaż?
Westchnęła cicho i rozejrzała się po okolicy, od tych kamiennych ławek pewnie za chwile zdrętwieje jej tyłek, a ona zamiast się stąd ruszyć, będzie się zastanawiała czy to przez zimno, czy przez twardość ławki.
Pomijając fakt, że robiło jej się robić trochę tęskno do ludzi, bo jak to Maisie, lubi przebywać w śród tłumu, było tu całkiem... przyjemnie. Oczywiście pomijając też takie rzeczy jak mróz, niewygodne siedzenie i ciemność.
Tak jakoś znikąd przypomniała sobie o tej kanapce pod łóżkiem w jej domu, wsadziła ją tam, bo gdy wracała po północy do domu, to matka nigdy nie pozwalała jej już nic jeść.
A tak w ogóle to ciekawe czy ona nadal tam jest. [Ona-kanapka, nie ona-Matka] Oczywiście Pani Rennison jako perfekcyjna pani domu zawsze codziennie, dokładnie sprząta, ale Mai wyraźnie powiedziała, że do jej pokoju ma nie wychodzić. Jeśli się posłuchała, to kanapka pewnie nadal tam jest, a jeśli nie, to zniknęła stamtąd już pierwszego dnia, gdy Maisie wyjechała do Hogwartu po wakacjach.
avatar
Maisie Rennison

Liczba postów : 16
Czystość krwi : czysta
Klasa : V
Dołaczył : 13/04/2011

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ławki

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach